Chodzi o to, by język drętwy powiedział wszystko, co pomyśli głowa.
RSS
piątek, 29 czerwca 2007
Jubal cd 2

- Starość nie przynosi ze sobą mądrości, ale pozwala spojrzeć na wiele spraw z odpowiedniej perspektywy. Najsmutniejsze, co można wtedy ujrzeć to pozostawione daleko z tyłu pokusy, którym się oparłeś.

- Samo dobro nigdy nie wystarcza. Pozbawione mądrości prowadzi zawsze ku złu.

(to przypomina mi zmiksowaną parafrazę "dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane", "zabijmy wszystkich, Bóg rozpozna swoich" i paru innych stwierdzeń, ale tworzące bazę na mądrości, a nie etyce).

16:37, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
Jubal Harshaw cd.

- Miłość to stan, w którym szczęście drugiej osoby jest niezbędne dla twego szczęścia.

- Większość filozofów nie ma dość odwagi, więc połyka w całości podstawy starych dogmatów: monogamia, skład rodziny, czystość obyczajów, okrywanie ciała, konwencjonalne nakazy dotyczące stosunku płciowego i tak dalej - po czym bawią się szczegółami, jak to, czy widok kobiecej piersi stanowi obrazę moralności, czy nie.

- W dniu Sądu Ostatecznego może okazać się, że wśród różnych wizji i wersji istoty najwyższej stwócą i w ogóle Głównym Szefem był od samego początku Mongo-Dumbo, Wielki Bóg z Kongo. Bo przecież każda z wersji ma właściwie równie szanse.

- Człowiek nie potrafi wyobrazić sobie swojej śmierci, więc bezskutecznie wymyśla nowe religie.

12:04, bekspejs
Link Komentarze (10) »
Wkurzony Jezus

Nie potrafię sobie przypomnieć żadnego wyimka z Nowego Testamentu, w którym Jezus byłby wściekły, groźny, wzburzony. A przecież spotykał celników, kurwy i złodziei.

Zaraz - jeden jedyny raz wpadł w furię.

Gdy wybrał się do kościoła...

11:43, bekspejs
Link Komentarze (3) »
czwartek, 28 czerwca 2007
Mhm, czyli język kobiety

- Kochanie, czy mam Cię dalej gładzić po plecach, czy masz ochotę na coś więcej?

- Mhm.

- "Mhm - chętnie" czy "mhm - nie specjalnie"?

- Mhm - siku mi się chce.

14:06, bekspejs
Link Komentarze (1) »
Seks sportowy

(Rozmowa podsłuchana w autobusie)

Kobieta: Czy ty mnie zdradzasz?

Mężczyzna: Kochanie, zdrada, czyli romans na boku wymaga czasu, wysiłku, zalotów, prezentów, a przy tym niezłej organizacji i umiejętności kłamania. Nie mam na to sił i ochoty. Gdybym kiedykolwiek miał szukać seksu na boku, to byłby to seks sportowy: 15 minut i znowu mogę zająć się swoimi sprawami.

13:54, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
Mądrości Heinleina

Znowu trochę cytatów z "Obcego w obcym kraju" (wypowiedzie Jubala Harshawa):

- Ameryka jest krajem szczególnym. Nigdzie nie znajdziesz takiej hipokryzji: tak surowych, purytańskich norm obyczajowych, a jednocześnie tak rozbuchanego permisywizmu, ciągłego poszukiwania nowych podniet i takiej wszechwładzy konsumpcji. Im bardziej zasady odwołują się do spraw wyższych, duchowych, życia wiecznego, tym bardziej ludzie przywiązują się to rzeczy materialnych i tymczasowych.

- Sztuka nowoczesna jest jaka jest, bo świat oszalał, a sztuka jest odzwierciedleniem ducha epoki. Artyści zaczęli gardzić sztuką, która cokolwiek opisywała i nazwali ją "dosłowną", poświęcając się jak jeden mąż abstrakcji. Nie mam nic przeciw abstrakcyjnym wzorom, bo doskonale nadają się na tapety lub wykładzinę podłogową, lecz sztuka polega na wywoływaniu w ludziach żalu i przerażenia. To co robią współcześni artyści jest pseudointelektualną masturbacją, natomiast sztuka kreacyjna to stosunek seksualny, podczas którego artysta pobudza emocjonalnie publiczność.

- Artysta powinien posługiwać się zrozumiałym językiem. Większość "nowoczesnych artystów" nie chce używać języka, którego ty i ja móglibyśmy się nauczyć. Wolą krzywić się z pogardą, ponieważ "nie jesteśmy w stanie" pojąć, o co im chodzi, jeśli w ogóle chodzi o cokolwiek. Niezrozumiałość pełni rolę parawanu dla niekompetencji.

- Jeśli jakiś artysta jest subwencjonowany przez państwo, to znaczy, że jest niekompetentną dziwką.

- To nie jest ani plantacja, ani burdel, tylko mój dom, i w związku z tym panuje w nim mieszanka anarchii i tyranii bez najmniejszego śladu demokracji, tak jak to się dzieje w każdej porządnej rodzinie.

13:44, bekspejs
Link Komentarze (2) »
Seksualny stosunek do pracy

(Jako najwyższy kapłan mojego Własnego Jednoosobowego Kościoła udzielam sobie dyspensy w związku z wulgarnością poniższego wpisu. Ego me absolvo.)

Z uwagi na zamieszanie w mojej firmie (sytuacja mojej gazety ciągle jest niepewna), mam dziś seksualny stosunek do pracy, czyli:

- Praca leży, a ja ją pierd...

- Sr.. na nią

- Mam ją w du...

- Kładę na nią laskę

13:08, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 czerwca 2007
Zamykają mi gazetę

Jakiś złośliwy demiurg musiał czytać moje ostatnie narzekania na niebezpieczne przejście dla pieszych w pobliżu mojej pracy, bo dziś od szefowej mojej szefowej (dla ułatwienia nazywam ją Carycą) dowiedziałem się, że wydawnictwo postanowiło zamknąć miesięcznik, w którym pracuję.

Może jednak nie będę się stąd wynosił. Zaproponowano mi dwa rozwiązania, umożliwiające pozostanie w firmie. Jedno to praca pod szaloną kierowniczką w innym miesięczniku (co chwila ktoś się u niej zwalnia, co nie rokuje najlepiej). Drugie to zaciąg do nowego projektu (nowego tytułu?). Mając do wyboru szefową z piekła rodem i niewiadomą, obstawiam niewiadomą. I wzmagam akcję wysyłania CV w inne miejsca. Zobaczymy, co na to demiurg.

16:23, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 czerwca 2007
Czerwone światło

Moje miejsce pracy znajduje się przy jednym z węzłowych skrzyżowań w sieci komunikacyjnej miasta. Nawet o dziwnych porach (5 rano, 9 wieczorem) można się tu natknąć na - mały, bo mały, ale jednak - korek. Nic dziwnego, że sygnalizację świetlną wyregulowano tak, by piesi tylko biegiem mogli zdążyć na zielonym.

Czasem, na skutek tłoku i dziwnych manewrów kierowców, dochodzi do sytuacji, w której po zapaleniu zielonego piesi biegną między jadącymi samochodami, a po chwili na czerwonym przez większość czasu ani nikt nie przechodzi na drugą stronę, ani nie jedzie. Wygląda to trochę tak, jakby system synchronizował pieszych i samochody w celu zmaksymalizowania liczby wypadków.

Pięć razy w życiu byłem potrącony przez samochód. Raz biegłem na oślep (stan wyższej konieczności) i stuknęła mnie lekko kobieta na pustej, osiedlowej drodze. Raz wjechała na mnie pani cofająca swoją brykę na oślep (obyło się bez obrażeń). Raz pewien macho zepchnął mnie swoją beemą na ścianę, gdy wjeżdżałem rowerem (wbrew przepisom) do tunelu. Dwukrotnie byli to kierowcy, którzy potrącili mnie na pasach, w tym raz na zielonym świetle. Co ciekawe, nie mam w związku z tym żadnego urazu do biegania wśród aut i przecinania jezdni w miejscu niedozwolonym lub na czerwonym świetle.

Jednak muszę wzmóc ostrożność - wpaść pod auto biegnąc na randkę to wbrew pozorom zupełnie coś innego niż zostać potrącony w drodze do lub z pracy. To podwójna trauma. Biurowa.

Dobra, czas ruszyć w strefę śmierci. Moja A zapowiedziała, że poczeka z obiadem.

19:08, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
Chrabąszcz, czyli mroczny kuzyn żuczka

Moja A wstała z fotela i ruszyła w kierunku kuchni, by zrobić mi kolejną porcję naleśników (mniam!). Nagle przyśpieszyła, wpadła w galop i zatrzasnęła się w łazience.

- .....! - dobiegł stłumiony głos.

Podbiegłem do drzwi łazienki.

- ..... go!

- Co się stało?

- Robal, obrzydliwy żuczek leciał za mną! Zabierz go, zabij!

- Nie widzę żadnego owada. Sprawdzę, poczekaj. Nie, nic nie lata, ani nie łazi.

A wychyliła głowę z łazienki.

- Jestem pewna, że gdzieś tu się czai. Leciał za mną, obrzydliwy, paskudny majowy żuczek!

- To są chyba chrabąszcze...

- Boże, chrabąszcz! To jeszcze gorzej! Musisz go znaleźć i zabić! Inaczej w nocy będzie chciał usiąść mi na twarzy, gdy będę spać!

- Gdyby usiadł ci na twarzy, to zrobiłabyś krzyk i zabiła go, albo zrzuciła i ja bym to zrobił. On będzie siedział na parepecie, siał terror i patrzył. To nie byle żuczek, tylko chrabąszcz majowy.

11:18, bekspejs
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 25 czerwca 2007
Ciemny stanik, kraciaste majtki

U jednej z pracowych koleżanek przez jasną, półprzeźroczystą bluzeczkę prześwituje wyraźnie ciemny stanik.

Zacząłem się zastanawiać, czy to braki w bieliźnie, oryginalny gust, prowokacja, a może jakiś nowy, dziwaczny trend, jak np. noszenie groteskowo wielkich okularów przeciwsłonecznych (panie) lub daszków od czapek (panowie).

Moje ukryte w spodniach majtki w kratkę nikogo nie skłonią do żadnej refleksji. I może niech lepiej tak pozostanie.

14:08, bekspejs
Link Komentarze (2) »
Planujemy zakup komputera

Od dłuższego czasu nosimy się z zamiarem zakupu nowego komputera. A właściwie wymiany części najbardziej potrzebnych wnętrzności w naszej maszynie - płyty głównej, procesora, karty graficznej i pamięci. Dziś rano moja A, leżąc w łóżku, zaczęła snuć plany:

- A może zamiast komputera kupimy sobie nowy monitor? Większy, o większym kontraście... Właściwie, to jeszcze wcześniej powinniśmy kupić taką silikonową klawiaturę, którą się łatwo czyści i fajnie się na niej pisze.

- Gdybyśmy zaczęli od klawiatury, to tak jakby tuning auta zacząć od wymiany wycieraczek, a skończyć na silniku.

- Taką modernizację zaczęłabym od zakupu nowego zapachu do auta.

13:38, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 czerwca 2007
Biję rekord siedzenia w pracy

W tej firmie nie siedziałem jeszcze dłużej niż do 22:30. Dziś muszę tu posiedzieć jeszcze 20 minut. Nowy rekord to raczej efekt tego, że myśli w głowie zaczęły mi się układać po 17, gdy już byłem zmęczony. Wcześniej nie było szans na skupienie.

Taki dzień. Taki rok. Takie życie. A w domu czeka mnie jeszcze nieprzyjemna rozmowa z moją A. Dobrze, że te urodziny się już kończą...

Nawiasem mówiąc dostałem od M piękny prezent - magnetyczne rzutki (dartsy, lotki, jak zwał tak zwał). Stoją obok monitora. O, właśnie zdobyłem 98 punktów.

Przy takim stylu pracy praktycznie byłoby zamieszkać w biurze...

22:41, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
Dziś są moje urodziny

Trzydziestka dwójka na karku. Chciałbym tą okazję uświetnić podobnie jak Kantor, czymś twórczym i trwałym, ale póki co narobiłem głupstw, obraziłem moją A i po raz pierwszy od wielu miesięcy dałem sobie wejść do głowy myślom o samobójstwie.

Brrr... Kryzys wieku średniego można mieć już w wieku 25 lat - zapewnił mnie P. M pocieszyła mnie, że to raczej dalszy etap dojrzewania. Coś w tym jest.

14:09, bekspejs
Link Komentarze (4) »
Dwa cytaty z "Obcego w obcym kraju" Heinleina

Cytuję z pamięci, więc dość swobodnie

1. O filozofii życiowej sprowadzającej się do zaspokajania seksualnego w rozpasanym promiskuityźmie (Jubal Harshaw - postać z powieści: pisarz, prawnik, intelektualista, neopesymista i 70-letni sybaryta):

- To mogłoby być nawet zabawne przez pewien czas. Ale całe życie sprowadzić do powtarzanych w koło tych samych ćwiczeń fizycznych? Okropnie bym się nudził.

2. O religii (ten sam Jubal):

- Religia to przejaw intelektualnego lenistwa. Cud, tajemnica i aksjomat wiary zwalniają z wysiłku dociekania, dowodu, dyskusji.

- Byłbym znakomitym kaznodzieją, gdyby nie to, że wpadłem w fatalny nałóg czytania. Gdyby wykazał odrobinę więcej pewności siebie i ignorancji, na pewno stałbym się słynnym ewangelistą. 

13:38, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
Cała prawda pana Spocka

W odcinku Simpsonów, których wczoraj ogladałem, wstępny monolog wygłosił Leonard Nemoy, znany z odtwarzania postaci Spocka ze Star Treku.

The story you are about to hear is entirely true, and by this I mean false. But we all want it to be true, and isn't that the real truth? The answer is no.

Zachwyciła mnie prostota uzyskania efektu humorystycznego. Cacuszko!

13:15, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 czerwca 2007
Asertywność

Nie jestem osobą asertywną. Rzadko się buntuję, otwarcie sprzeciwiam, wchodzę w konflikt. Gdy coś mi nie pasuje, po prostu zmieniam miejsce, ustępuję lub cierpliwie czekam. Nie mogę powiedzieć, że jestem ze swoją naturą pogodzony - moja postawa skazuje mnie na pożarcie w dzisiejszych, brutalnych, kapitalistycznych i konsumpcyjnych czasach (właściwie chyba w każdych czasach nie jest ona zbyt opłacalna). Ale trudno zmienić przyzwyczajenia całego życia.

M powiedziała mi, że dobrym treningiem jest przepychanie się na schodach ruchomych metra. Na takich schodach mieszczą się obok siebie dwie osoby. Zgodnie z logiką i porządkiem, określanym znajdującymi się przy każdych schodach nalepkami, lewa strona schodów należy do osób, które dodatkowo po nich idą. Niestety, wiele osób stale o tym zapomina i blokuje "szybki pas". Wtedy, dla poprawy swojej asertywności, warto taką osobą przeprosić, by ustąpiła nam miejsca (co może być trudne, bo schody jadą, a miejsca nie ma tak wiele z uwagi na pozostałych pasażerów). Ryzykujemy oczywiście przekomarzankę z osobą blokującą "szybki pas". Jednak właściwie niczym więcej.

Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się przepchać się po takich schodach. Przede mną staje albo babcia o dwóch kulach, albo czwórka studentów (cztery przepraszanki mogą trwać dłużej, niż jazda schodami). Albo ktoś zaczyna wiązać buty. Może łatwiej byłoby ćwiczyć zachowanie w sytuacji konfliktowej samemu blokując "szybki pas"?

12:24, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
Trzy małpki

Gdy wysiadałem dziś z metra, natknąłem się na trzy około dwudziestoletnie dziewczyny siedzące na jednej z ławeczek. Ponieważ były typowo ubrane i miały zupełnie przeciętne rysy, wygląd, wzrost, wagę, to nie zapamiętałem niczego, czym mógłbym je wyróżnić. Gdy zacząłem się do nich zbliżać, jak za sprawą odczytanych wewnętrznie didaskaliów, pierwsza postanowiła poprawić coś przy kolczyku, druga użyła wyciągniętej z torebeczki szminki, a trzecia przy pomocy lusterka i tuszu zajęła się rzęsami.

Przez chwilę wyglądały jak te trzy japońskie małpki: Mizaru, Kikazaru i Iwazaru ("Nie słyszeć", "nie mówić" i "nie widzieć"), symbolizujące konformizm. Potem jeszcze doskonalej wtopiły się w tłum, jeszcze bardziej typowe, przeciętne, standardowe.

12:09, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 czerwca 2007
Został mi tylko cukier w herbacie?

Z wiekiem na coraz mniej rzeczy mam ochotę. Kiedyś szalałem za słodyczami, ale zapchałem się w pierwszych latach samodzielnego zarabiania i spełniania zachcianek. Ciągle lubię dobre sushi, dobrze zbitą łopatkę wołową, przysmażoną na pikantnie, drożdżowca z rodzynkami. Ale to już nie ta rozkosz podniebienia, nie ma już tej narkotycznej ciągoty "jeszcze jeden mały kawałeczek, jeszcze chociaż kęs...".

Pod wpływem mojej A mocno ograniczyłem jedzenie mięsa, ale właściwie nie czuję, żeby było to wielkie wyzwanie. Właściwie potrafię sobie wyobrazić rezygnację z większości przysmaków. Pozostał tylko cukier, którego nie mogę oduczyć się słodzić w nieprzyzwoitych ilościach (osiągam roztwór nasycony).

Liczę na to, że moje podniebienie szykuje jakąś rewolucję, wielki smakowy przełom. Może dzięki niemu polubię piwo i wytrawne wina.

Nie przyjmuję do wiadomości, że smak i węch straciłem kilka lat temu podczas uporczywej antybiotykoterapii, która miała pozbawić mnie trądziku młodzieńczego.

21:05, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 czerwca 2007
Jak się żyje w bólu?

Przedwczoraj źle spałem, może za dużo poduszek, może po prostu głowę miałem pod złym kątem. Tak czy inaczej, obudziłem się z narastającym bólem szyi i kręgosłupa pomiędzy łopatkami. Do południa ból stał się nieznośny, a siedzenie przy komputerze stało się torturą. Tabletki przeciwbólowe nie pomogły. Poczułem leciutko nieprzyjemne drętwienie prawej strony ciała - albo to obluzowany dysk, albo koszmar na wizja hipochondryka.

Dziś jestem w pracy w kołnierzu ortopedycznym, który pożyczyłem od mojej A. Ból nieco zelżał po nocy przespanej na prostym łóżku bez poduszki, trochę pomogły także ćwiczenia. Niemniej rozglądam się, obracając całym ciałem i mam chyba dziwny wyraz twarzy, bo ludzie w pracy dzinie mi się przyglądają. Kurcze, boli!

Ból jest sprawą wstydliwą. W naszej kulturze przyjęte jest, że jedynie ogromna jego skala usprawiedliwia jego ekspresję. Panowie traktowani są surowiej (co w patriarchalnej kulturze występuje rzadko) - powinni znosić cierpienie w milczeniu, bez skargi. Tymczasem ból w takim stopniu ogranicza komfort życia, że po włączaniu bólu człowiek czasem zmienia się nie do poznania. Z trudem powstrzymuję się od opryskliwości, jestem drażliwy i jeszcze trudniej mi się skupić na robocie, niż zwykle (trudno w to uwierzyć, ale tak jest). Nie mogę sobie wyobrazić życia mojej A, której życie wypełnione jest bólem. Bóle kręgosłupa, spowodowane wypadkiem samochodowym przed laty, bóle migrenowe, dolegliwości kobiece.

Jak można zachować pogodę ducha, gdy od przewrócenia się na drugi bok w łóżku staje się czynnością powiązaną z zawrotami głowy, mdlościami czy ukłuciem szpili w trzewia? Pewnie niebawem się przekonam. Z wiekiem prędzej czy później coś mnie przecież dopadnie - kręgosłup, choroba krążenia, stawy biodrowe itd.

13:16, bekspejs
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 18 czerwca 2007
Czy potrzebuję tatuażu?

Lato sprzyja obserwacjom. Dziś, podczas jednego przejazdu jednym autobusem naliczyłem 14 wytatuowanych osób. W połowie były to panie. Duża ich część miała taki rozłożysty, wąski tatuaż na lędźwiowym odcinku pleców, tuż nad zadkiem. Tatuaż taki zawsze kojarzy mi się z ornamentem na XIX-wiecznym meblu albo symbolem marki na chłodnicy starego samochodu.

Odsetek osób ozdobionych (???) tatuażem w ostatnich kilku latach wzrósł tak, że zaczynam czuć się w przyjemny sposób niemodny. Bandany, martensy, spodnie-dzwony, fryzury na czeskiego hokeistę również przejściowo zdobyły popularność i na szczęście w końcu odeszły w przeszłość. Z tatuażami z pewnością będzie podobnie. Gdybym miał pieniądze, to inwestował bym w salon usuwania tatuażu. I to szybko, bo wszystkie mody trwają ostatnio coraz krócej.

Jedno mnie tylko zadziwia. Trudno mi uwierzyć, że jest tylko jeden kolor tuszu do tatuowania. Tymczasem nie widziałem ani jednego malunku na ciele, który miałby inny kolor niż konwencjonalny niebieski. Taki sam, jaki widziałem na piersi mojego dziadka. Miał tatuaż z gołą babą. Dziś tatuaż z gołą babą to raczej obciach, podobnie jak goła baba bez tatuażu.

14:00, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 czerwca 2007
Czy mam ją wiązać?

Dawno nie byliśmy w kinie. A że wczoraj otrzymałem zaproszenie, by zobaczyć film jednego z moich ulubionych reżyserów w gronie znajomych, toteż skwapliwie z niego skorzystałem.

Moja A przed wyjściem kaprysiła:

- Okropnie wyglądam. Powiedz, wyglądam paskudnie i grubo?

Naturalnie zaprzeczyłem, bo wyglądała całkiem fajnie. Nie pamiętam, by kiedykolwiek wyglądała paskudnie i grubo.

- Nie znasz się. Wyglądam beznadziejnie.

Zażartowałem, że może w kinie, po zgaszeniu świateł, nie będzie miało to takiego znaczenia. Żart zasłużył na prychnięcie, lekko zirytowane, ale nie pogardliwe. W końcu ruszyliśmy i sprawnie dotarliśmy do kina. Na sali A, mimo towarzystwa raczej słabo jej znanego (i dla mnie niewiele lepiej znanego), zaczęła manifestować ochotę na migdały. Całuski jak najdłuższe i z języczkiem, jednoznaczne gesty "całuj w szyjkę" itd. W sumie po ciemku nie byłoby w tym nic zdrożnego, ale przy światłach, z siedzącymi za nami znajomymi, poczułem się skrępowany. Słowne wyjaśnianie mojego zdania na ten temat naturalnie nie miały żadnego znaczenia, więc w końcu zacząłem natarczywie całować ją w szyję tak długo, że się obraziła.

Dzięki temu przez jakiś czas mogłem spokojnie obejrzeć ćwierć filmu. Potem A wybaczyła mi moją przerysowaną reakcję sprzed półgodziny i zaczęła wiercić się w fotelu, szukając optymalnej (na kilka minut) pozycji, w której mogłaby jednocześnie być objęta, wtulona i oparta głową. Ponieważ cierpliwie znosiłem jej manewry (nawet nie wzdychałem!), to zaczęła szeptać pytania:

- To napewno ten zabił.

- Kochanie. Po pierwsze - oglądajmy film. A po drugie te postaci wyglądają ewidentnie na ofiary zabójcy.

- Mówię Ci, to ten, na sto procent.

Tu padły strzały i domniemany zabójca zalał się krwią. Po chwili:

- Uciekł im na motorze.

- Kotku, wątpię. Oglądajmy, pewnie się dowiemy.

- Zobaczysz, że kluczem jest ten motor.

Wprawdzie złoczyńca nie jeździł na motocyklu, ale po chwili pojawił się patrol policyjnych motorów.

- Mówiłam, że będzie coś z motorami.

- Błagam, oglądajmy film!

No i A oczywiście się obraziła.

Czy przed oglądaniem widowiska wymagającego skupienia mam ją wiązać i kneblować? To raczej nie poprawi naszego związku, chyba, że dodatkowo więzy zostane wykorzystane w celach erotycznych. Ale w kinie to raczej odpada.

Dla mnie kino jest wyprawą w nowy świat, zanurzeniem się w opowieści, odcięciem od tego, gdzie jestem (przynajmniej tak odbieram filmy, które uważam za dobre). Dla A oglądanie filmu to jedna z kilku rzeczy, jakie robi i o jakich myśli w danym momencie. To ponoć podstawowa różnica pomiędzy kobietami i mężczyznami: gdy facet skupia się na pracy, zabawie czy seksie, to stara się ograniczyć myśli płynące w inne strony. Kobieta za to robi zawsze parę rzeczy na raz: pracując jednocześnie podejmuje trudne decyzje, rozbiera w myślach kolegę z pracy i planuje najbliższe zakupy.

Ale jakoś zgrać się przecież trzeba.

13:15, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
Czy jestem nietowarzyski?

W autobusie mignął mi Z, znajomy z dawnych lat, z którym ostatnio gadałem ze cztery lata temu. Niby był z kolegą, niby jechał dwa przystanki. Ale w sumie mogłem podejść i powiedzieć "cześć, kopę lat". Nie mogłem się jednak jakoś przymusić do takiej niezobowiązującej rozmowy, praktycznie wypranej z treści, a wysyconej formą.

Zwalę to na fakt, że po prostu byłem w nastroju nieprzysiadalnym, i tyle. Poza tym Heinlein naprawdę dobrze się czyta.

Hmmm, miejmy nadzieję, że nadrobię to za kolejne cztery lata. O ile go poznam, a on mnie.

12:16, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
Bez majtek, ale w spodniach, czy bez spodni, ale w majtkach?

- Ta Barbie nie ma na sobie majtek. Nosi takie białe, półprzejrzyste spodnie i po prostu widać, że pod spodem nic nie nosi - wypaliła K, siedząca przy biurku obok.

Barbie to dziewczyna z działu handlowego, ex-misska niezwykle podobna do lalki. Bardzo wysoka, z niesamowitą figurą, równo wysolariowaną cerą, czarne długie włosy, czarne oczy. To podobieństwo do lalki sprawia, że dziewczyna, choć zapewne zawdzięcza urodę wyłącznie naturze, to sprawia wrażenie plastikowo sztucznej. Takie firmowe intrygujące dziwadło, które w założeniu miało być bronią w kontaktach osobistych działu handlowego z kontrahentami płci męskiej. Tymczasem stała się chyba bronią samobójczą, bo nawet moi najbardziej powściągliwi koledzy na podobny widok okazują przynajmniej lekkie zmieszanie i dekoncentrację.

Ale, jakby się tak zastanowić - w takich spodniach założenie dowolnych majtek wywoływałoby jeszcze mocniejszy efekt. No i z drugiej strony: przyszła do pracy bez majtek, ale w spodniach, a przecież mogła zrobić to na odwrót.

12:15, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
Jak się skupić?

Nie potrafię podzielić sobie pracy na kawałki i po kolei ich wykonywać. Ślamazarze się nad czymś, aż czasu jest tak mało, że nie mogę już zwlekać. Pod presją deadline'u, pod wpływem stresu, krzesam z siebie trochę zapału. Bez tej presji raczej zabijam czas niż efektywnie pracuję.

Co z tym do licha zrobić?

Najgorsze jest to, że mimo robienia wszystkiego na ostatnią chwilę, wychodzi to całkiem nieźle. Wyjątkowo udaje się zrobić coś wyjątkowo dobrze, ale równie rzadko coś zawalam. O ile lepiej wyszłoby, gdybym solidnie tyrał dzień w dzień? Trudno powiedzieć, bo nie pamiętam już takiego precedensu..

12:14, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2
statystyka