Chodzi o to, by język drętwy powiedział wszystko, co pomyśli głowa.
RSS
sobota, 17 maja 2008
W końcu zdrowy
Wenlafaksyna ciągle jest w menu (podwyższyłem za radą lekarza dawkę do 112,5 mg. Ale pokonałem wreszcie przeciągające się przeziębienie (cholera wie, co to było), które zwyczajnie dezorganizowało mi życie i odbierało siłę do pracy i zabawy. Nie obyło się bez antybiotyków. Dość, że dziś już nie kaszlę, nie prycham, nie gorączkuję i nie marudzę. Fajnie! Zrobiłem też sobie prześwietlenie kolana i ustawiłem w dwumiesięcznej kolejce do ortopedy. Spore szanse, że ciało samo się naprawi do czasu wizyty. I spoko.

Kończymy kolejny numer miesięcznika. Niedawno było wielkie otwarcie kosmicznego centrum konferencyjno-imprezowego właściciela naszego wydawnictwa. Jedni mówią, że to doda nam skrzydeł, ale może być różnie. Fakty są takie, że z różnych stron docierają do mnie głosy, że ludzie kojarzą moje teksty. Szczególnie ten o Coca-coli i jej pomysłach na zmianę smaku w latach 80.

Przez ostatni miesiąc przeczytałem chyba ze trzydzieści różnych tygodników i dodatków do gazet - taka skomasowana prasówka. Z tej całej masy papieru, w głowie pozostał mi jedynie ciekawy tekst byłego ministra edukacji, pana Legutko. Napisał on, że im bardziej reformujemy edukację, tym jest z nią gorzej. A to wynika z prostego mechanizmu: reformom przyświeca pewien paradygmat. A jego bazą są dwa założenia:

1. Dzieciaki - jak wszyscy ludzie - dokonują racjonalnych ocen tego, co mogą robić i wybierają rzeczy dla siebie najbardziej opłacalnych.
2. Dzieciaki mają naturalną skłonność do poszerzania horyzontów, szukania nowych doświadczeń, intelektualnych wycieczek, rozwoju duchowego.

Te dwa założenia nie dość, że przynajmniej częściowo są sprzeczne, to jeszcze są nieprawdziwe. LUDZIE NIE SĄ RACJONALNI. I ZALEDWIE GARSTKA MA SKŁONNOŚĆ DO SAMOROZWOJU! Nic dziwnego, że im bardziej ulepszamy szkoły, tym dziwniej nam to wychodzi...

Co Legutko proponuje w zamian? Powrót do edukacji w stylu średniowiecznym. Bez kar fizycznych i zakazu nauki dla kobiet, ale na pewno z dość surową dyscypliną, ścisłymi zasadami. A przede wszystkim – według kanonu trivium i quadrivium. Trivium obejmuje gramatykę, retorykę i logikę. Gramatyka uczy nas porządku świata postrzeganego poprzez porządek języka. Poznając gramatykę języka obcego łatwo orientujemy się w innym postrzeganiu rzeczywistości z punktu widzenia osób urodzonych w tym języku. Np. o ile łatwiej faministkom z krajów anglosaskich niż z Polski, gdzie język jest barierą równania pozycji kobiet i mężczyzn. Retoryka – uczy dyskusji, dialektyki, uczciwych i nieuczciwych chwytów (byśmy widzieli, gdy inni je stosują). Logika – wiadomo.
Quadrivium to geometria, arytmetyka, muzyka i astronomia. Geometria i arytmetyka to baza nauk ścisłych, astronomia to ich rozwinięcie (wraz z astronomią przydałaby się też fizyka), a muzyka to śpiew, granie na instrumentach, taniec, a może także nauka manier i kodów kulturowych ludzi innych, niż Polak z dużego miasta.

Zakładając, że nie mówimy o ścisłym uczeniu tylko powyższych przedmiotów, ale traktujemy je szerzej, a zasadę traktujemy jako wskazanie akcentów i proporcji – to jest to propozycja ciekawa. Legutko podkreśla, że prócz języka obcego łacina powinna być przedmiotem obowiązkowym – o ile nie chcemy tracić kontaktu z bazą kulturową, jaką dla nas pozostaje chrześcijaństwo i antyk. Przyznam, że pod wieloma względami się z nim zgadzam. Choć diabeł tkwi w szczegółach. Np. naukę gramatyki polskiego w podstawówce uważam za stratę czasu, za to w liceum odpowiednio podana mogła by być użyteczna – pokazywać ustrukturalizowanie świata.
Generalnie tezy Legutki bardzo mnie zafrapowały i skłoniły do przemyśleń.

A wszystko to dzięki A i G, którzy zaprosili nas do siebie na Mazury. Pięknie było i Ania zrobiła wielkie postępy w obłaskawianiu swoich fobii dotyczących owadów. Mając arachnofobię zasnęła ostatniej nocy z dwoma wielkimi włochatymi pająkami tuż nad głową (łaziły po suficie). Hardcore!

Pozdrawiamy A i G!
23:22, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
statystyka