Chodzi o to, by język drętwy powiedział wszystko, co pomyśli głowa.
RSS
środa, 12 marca 2008
Telegraficzny skrót

Modernizacja komputera okazała się upiornym torem przeszkód. Maszyna nie tylko bez końca łączy się z neotradą (z czym problemów nie ma laptop), ale także wyłącza się bez ostrzeżenia - także podczas pisania notek na blogu. Za to w laptopie zaczęła szwankować klawiatura. Oba kompy trafiły do serwisu, a mi został pożyczak, który wydaje z siebie trzaski głośnikiem, gdy na nim piszę.

Męczy mnie to, męczy mnie mój wewnętrzny bezwład, zaległe teksty, a także to, że nie mogę dać Nuszce tyle z siebie, ile bym chciał. I mimo cholernego prozaku wcale nie mogę odnaleźć sobie radochy i ekscytacji tym, że jeździłem sobie ostatnio na segwayu, a dziś obejrzałem na żywo "Inconvenient truth". Niech te prochy zaczną działać, bo na pytania "co słychać" zacznę odpowiadać "nie wiem".

 

20:09, bekspejs
Link Komentarze (4) »
piątek, 07 marca 2008
Sztuka demotywacji
Dziś nie będę pisał o dystymii, która w moich trzewiach walczy o prymat z lenistwem. Będzie o demotywacji, jaką fundują nam pracodawcy.

Przykład pierwszy, firma U. Płacą nieźle, powyżej średniej na rynku, ale nigdy nie wiadomo, kiedy otrzyma się pieniądze. W rezultacie ludzie, którzy pozakładali firmy, ciągle zadłużają się, by zapłacić podatki i zusy, a potem żołądkują się o spóźniające się płatności. A zleceniodawca raz spóźni się tydzień, raz miesiąc, innym razem zapłaci połowę, a potem długo czeka się na resztę. I cały efekt przyzwoitej gaży trafia szlag.

Dla opłacanych w ten sposób ludzi to nie powinien być wielki problem: wystarczy z kilku pensji zbudować sobie bufor oszczędności, za pomocą którego doczekać można do kolejnego przelewu. Tyle, że niektórzy mają tyle płatności, kredytów, alimentów itd., że tworzenie tej rezerwy przebiega dość długo. Poza tym otwiera się pytanie: czy otwarta linia kredytowa, którą można otworzyć mając najmniejszą firemkę, jest poza zasięgiem zleceniodawcy? Czy wszystkie koszty pracowe (włącznie z ceną takiego kredytu) opłaca się przerzucić na zatrudnionych, bo i tak mają lojalność kondotierów i morale chłopów wcielonych siłą do armii?

Przykład drugi, czyli firma N. Znajoma właśnie starała się o podwyżkę i usłyszała, że ciężka robota, jaką odwala od miesięcy, a która nie różni się od tego, co robią jej zarabiające trzykrotnie więcej koleżanki, zasługuje na uznanie. Ale nie na podwyżkę. Bo przecież jest recepcjonistką. A gdy zwolni się miejsce wyżej w hierarchii służbowej, to poszukają kogoś niedoświadczonego poza firmą... a moja znajoma będzie ją wprowadzała w zawód rekrutera.

Czy można budować trwały sukces przedsiębiorstwa opierając się na zespole sfrustrowanych ludzi o stopniowo coraz bardziej zaniżonej samoocenie? A może tu nie chodzi o sukces firmy, ale o samopoczucie szefa?
08:36, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
środa, 05 marca 2008
Nowy, a wygląda jak stary

Piszę o moim komputerze. Zapewne jest mnóstwo razy szybszy i ma o wiele więcej możliwości, niż ten poprzedni, ale z zewnątrz to mój stary blaszak (bo została stara obudowa).

Tak jak z ludźmi - powierzchowność może kryć różne osoby. Szybkie i wolne, sprytne i nie, irytujące i pomocne, głośne i ciche, kontemplacyjne i ekstrawertyczne.

Tak jakby zaleciało banałem, co? 

19:48, bekspejs
Link Komentarze (5) »
statystyka