Chodzi o to, by język drętwy powiedział wszystko, co pomyśli głowa.
RSS
poniedziałek, 31 grudnia 2007
Podsłuchane w kolejce

Wczoraj byliśmy na zakupach. Stojąc w kolejce do kasy podsłuchałem rozmowę młodych dziewczyn:

- Nie mogę ostatnio zasnąć w nocy.

- Ja wyobrażam sobie różne miłe rzeczy przed snem i to mi pomaga...

- Coś włochatego?

- Raczej zakupy w Ikei. 

17:38, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 grudnia 2007
Martwię się

Moja gazeta dostała bardzo niską ocenę na łamach prestiżowego medium analizującego rynek mediów. Generalnie czepiali się w 90 proc. tego, co krytykowała moja A, która uprzedzała mnie, że przy takim podejściu do wizerunku, estetyki, a przede wszystkim zarządzania ogólnie miesięcznik może długo nie pociągnąć. Że trzeba wiele rzeczy zmienić, choć nie wymaga to rewolucji, a raczej po prostu planowania i myślenia.

Niby tytuł jest młody, zespół pracuje razem 3 miesiące, a z miesiąca na miesiąc wygląda to lepiej. Ale to jest rynek i nikt po główce nie będzie nas głaskał. Cały czas mam wrażenie, że zabrakło jednego miesiąca na rozruch. Że wystarczyłoby zacząć 30 dni później, mając więcej czasu na przemyślenie numeru pierwszego, opracowanie spójnej i profesjonalnej strony wizualnej, wyprodukowanie rezerwy tematów do publikacji. A także dopieszczenie internetu. No i w końcu - postępy w budowie centrum konferencyjnego, do którego - tak zaczynam to postrzegać - moja gazeta ma być promocyjnym dodatkiem.

Bez tych 30 dni rezerwy praca ciągle wygląda na amatorszczyznę: na wydrukowanych stronach okazuje się, że wykresy są niewidzialne, że paleta kolorów zawężona jest do czerwieni oraz żółtego, a zdjęcia są nijakie i mało wysycone kolorem. No i ostatnie korekty nie są wprowadzone, bo mimo pracy składaczy i artystów oraz korekty po nocach, zabrakło godziny, a drukarnia wrzała już z irytacji, że nie przesyłamy materiałów.

Boli mnie to, bo jeszcze chyba nigdy w życiu nie pracowałem w tak fajnym zespole. Nie mam poczucia wyścigu szczurów, ludzie sobie pomagają, są wobec siebie życzliwi, szef entuzjastycznie reaguje na każdy pomysł, który ma ręce i nogi (może nawet zbyt entuzjastycznie). Mam wrażenie, że każdy się stara tak dobrze, jak potrafi. A nieefektywności w działaniu zespołu wynikają z braków w systemie komunikacji - może jakiegoś forum, listy mailingowej, czegoś, co pozwalałoby na bieżąco wymieniać się informacjami, co robimy, z czym mamy problem, za co zabieramy się później, na jakim etapie jest każdy z tekstów. No i braku tych 30 dni, które tak czy inaczej będziemy musieli nadrobić...

18:07, bekspejs
Link Komentarze (1) »
Zapomniałem się pochwalić

Mam w domu internet! Niestety, przez neostradę, do której jestem trochę uprzedzony po dawnych doświadczeniach. Póki co za bardzo nie narzekam. I w punkcie sprzedaży, i w pomocy technicznej spotkałem tylko kompetentne i życzliwe osoby, które starały się pomagać najlepiej, jak potrafiły. Aż dziw. Jeśli TP będzie pracować tak dalej, żadne oszustwa ograniczające działania konkurencji nie będą im potrzebne (to tak a propos ostatnio zasądzonej kary za filtry, ograniczające działanie rywali wykorzystujących częściowo infrastrukturę molocha).

Ponarzekam na coś innego: zrobiliśmy z A wszystko, co tylko można było, by od razu po przeprowadzce mieć net. Ale nasz landlord tu zapomniał, tu nałgał, i w końcu zdobywanie dostępu do sieci trwało nie tylko 3 tygodnie, ale także wymagało od nas pokrycia zaległych rachunków telefonicznych (które odejmiemy sobie od czynszu). Biorąc pod uwagę starcia z poprzednimi właścicielami wynajmowanych mieszkań zaczynam myśleć, że to ja jestem dziwny, bezczelny, marudny, bo wymagam zamurowania dziurywykutej w ścianie pół roku temu, z której wyłażą robaki. Albo chciałbym mieć tani internet i telefon, który działa, skoro mam za niego płacić.

17:42, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
Zderzenia mentalne

Odkrycia ostatnich tygodni, odgrzane miłości lat dawnych, zaskoczenia, inspiracje...:

- Wynton Marsalis grający barok

- Chuck Mangione grający do "Dzieci Sancheza"

- najnowsza płyta Apteki i Apteka w ogóle

- muzyka do filmu "Zabójstwo Jesse James'a"

- piosenka "Bal u senatora" Pidżamy porno

Z filmów i seriali:

- Załupista druga seria Dextera (najlepszy serial tv jaki miałem przyjemność zobaczyć)

- w końcu nienudny i śmieszny odcinek Simpsonów (19. seria jakoś autorom nie idzie - wystrzelali pomysły na film pełnometrażowy?)

- szokujący liczbą skojarzeń, nawiązań, inspiracji serial z cyklu 12 małych Murzynków - o modzie, czyli kolejni projektanci odpadają, płacząc, a równolegle do nich odpadają szlochające modelki. Perwersyjne, zmanierowane, zabawne, dziwaczne, dziwaczne, dziwaczne i dziwaczne.

- Bridezilla, czyli grube baby wychodzą za mąż za szczupłych facetów, a po drodze pokazują, że osoby przy kości wcale nie mają pogodnego usposobienia, ciepła, wrażliwości. Może to dlatego, że świat wymaga od nich anoreksji, a to niespełnione wymaganie utwardza i zaostrza charakter? A może po prostu taka jest formuła programu, bo chamstwo sprzedaje się dziś lepiej niż maniery i powściągliwość?

17:32, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
Motywacja i demotywacja

Dostałem największą wierszówkę w życiu. Formalnie moje dochody za ostatnie 60 dni pracy porównywalne są z dochodami w całe 12 miesięcy niektórych chudych lat (co skądinąd bardziej świadczy o tym, jak były one chude). Więc mimo pewnego znużenia powinienem być nakręcony do dalszej pracy. Ale jakoś tak nie jest.

Może to dlatego, że faktury wystawiłem, termin płatności minął 2 tygodnie temu, a w ramach świątecznego prezentu dostałem propozycję zaliczki oraz solenne zapewnienie, że przelewy właśnie wyszły, co w mojej firmie nie znaczy dokładnie nic, póki nie zostanie powtórzone siódmy raz.

W rezultacie mam największe długi w życiu - połączenie podwójnego podatku dochodowego za listopad, sporego VAT-u, rachunku za telefon, przeprowadzki, zakupów świątecznych (w tym nowego monitora, na który teraz patrzę) i czynszu.

I tylko chłód po plecach mi chodzi na myśl, że firma może po prostu pozwlekać jeszcze kilka miesięcy z tą płatnością - przecież z wieszówkową kasą dzieje się tak bez specjalnych wyjaśnień.

PS Właściwie to powinienem trzymać dziub na kłódkę... Moja koleżanka dała kilka tygodni temu upust frustracji płynącej z rosnących opóźnień w płatnościach, bolesnych szczególnie przed świętami i już u nas nie pracuje. Moja szefowa ze starej gazety skomentowała to w gorzki sposób: "wiadomo było, jak się pracuje w naszej firmie, a ona siedzi tu od wielu lat. Jak się nie podobało, trzeba było odejść, a nie narzekać na mieście".

17:17, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 grudnia 2007
Premia się należy

Dzisiaj szef przyszedł poinformować mnie, że za tekst o człowieku-dupie należy mi się premia w wysokości ok. 25 proc. wierszówki. I skomentował to:

- Teraz pewnie napiszesz na swoim prywatnym blogu, że od szefa dostałeś jakieś marne grosze premii i że kutwa żałuje ci solidnej, stuprocentowej premii przynajmniej od tego tekstu.

Cóż, szefa nie uważam za kutwę, bo zauważa moje wysiłki i nawet w miarę możliwości budżetowych je nagradza. Ale uczciwie stwierdzam, że tekst o człowieku-dupie wymagał tyle pracy i nerwów, że minimalny poziom zadowalającej premii to 50 proc. wartości wierszówki. W przeciwnym razie z racjonalnego punktu widzenia nie powinienem się dotykać do podobnych spraw: nie dość, że na skutek skokowego przyrostu materiałów musiałem go pisać trzy razy, to jeszcze obie strony straszyły mnie sądem (nie dosłownie, ale na tyle, bym musiał brać to pod uwagę).

Liczę na pomyślne rozpatrzenie mojej prośby.

Z poważaniem,

Bekspejs

21:59, bekspejs
Link Komentarze (2) »
sobota, 01 grudnia 2007
Wariactwo

Wszystko na raz. Przeprowadzka, wydawanie drugiego numeru nowej gazety i kolejnego mojej starej gazety. W piątek odwiedzam Wrocław, we wtorek Kraków, a w środę będę Bóg wie gdzie. Do świąt będzie wariactwo, po świętach także, nawet w święta nie mogę odpuszczać i postanowiłem wykończyć sprawę magisterki. W styczniu trzeba będzie zadziałać ze studiami.

Z niecierpliwością czekam na drugi suty przelew z nowej gazety, bo część spodziewanych przychodów wydałem na piękny, nowy monitor. Wprawdzie długo nie będę z niego korzystał - nasz nowy landlord trochę nas kołuje i nie powiedział, że reguluje jakieś niespłacone długi w TPSA. Przez to nie można nic zdziałać z internetem, bo tylko infrastruktura telekomuny wchodzi w grę. W rezultacie, póki sytuacja się nie unormuje, to oprócz godzin snu resztę czasu spędzam w pracy. I po cholerę mi to większe mieszkanie, skoro wykorzystuję tylko łóżko?

W ogóle życie to walka. Mamy zepsute lampki nad kuchnią, przez co jest tam dość ciemno. Zepsuty tranformator czy czort wie co. Nie mam czasu się tym zająć, może wezwę elektryka i wybulę za moją indolencję. Przedwczoraj przekręciłem jakąś plastikową nakrętkę na rurze i zamknąłem dopływ gazu, zamiast łagodnie ruszyć dźwignią i go otworzyć. Do teraz nie wiem, czy waląc młotkiem przez pół godziny przypadkiem czegoś nie rozszczelniłem. Ale nakrętka chodzi łagodnie w jedną stronę, a w drugą jest jak skała.

No i zapchany odpływ brodzika. I jego nieszczelność. I brak anteny radiowej. I ogólny bałagan. Jedyne, co działa pięknie i od pierwszego strzału, to pralka (pokazuje godzinę, jaka to wygoda!) oraz zmywarka (cywilizacja!).

Grunt, że jesteśmy we względnym zdrowiu (A narzeka na kręgosłup, ale niewiele na to można poradzić poza ćwiczeniami, o których stale zapomina). I nie musimy drżeć o każdy grosz, to spory komfort i odmiana. Choć zamawianie pizzy trzy razy w ciagu 5 dni to było lekkie przegięcie.

15:37, bekspejs
Link Komentarze (2) »
Cenzura bloga

Od początku chciałem pisać otwarty pamiętnik dla wszystkich: i nieznajomych, i bliskich.

Moja rodzina nie przyjęła do wiadomości, że może się z niego dowiedzieć tego, co akurat mi w duszy gra. W każdym razie, mimo moich starań, nie zaobserwowałem, by kiedykolwiek ktoś z członków mojej rodziny zajrzał na tą stronę. Trudno.

Od czasu do czasu zaglądają tu moi znajomi i przyjaciele, których ciepło pozdrawiam. Sprawia mi to sporo radości, nawet, gdy kłócą się poprzez komentarze pod wpisami. A nawet wtedy, gdy nigdy niczego nie komentują :)

Jest kilku nie znanych mi ze świata realnego czytelników mojego nieregularnika. I to jest nie mniej miłe, bo w sumie to takie pitu pitu o pierdołach, pisane po nocach.

Ale nagle okazało się, że są czytelnicy, za których sprawą w te rzadkie chwile, w których coś tu wpisuję, będę mniej swobodny, niż bym chciał.

- Znajomy czytał mi Twojego bloga. No czy ja cię zmuszam, byś pisał do firmowego portalu? - zapytał mnie wczoraj szef.

- Zasadniczo nie, ale też nie miałem wrażenia, że mam jakiś wybór.

- Ja cię prosiłem o pomoc. Jak mam prosić, byś nie miał wrażenia przymusu?

- Z moją niską asertywnością to faktycznie może być trudne.

Nieźle, co? Na szczęście szef ponoć strasznie obśmiał się z cytowanych fragmentów.

- Powinieneś swoje umiejętności i chęć pisania wykorzystać bardziej komercyjnie, w gazecie i w portalu! - pointuje sprawę szef.

Dopiero później przyszła mi do głowy riposta, że wystarczy porównać, ile znaków przez ostatnie 2 miesiące wysłałem do redakcji i firmowego internetu, a ile opublikowałem na blogu. Od razu widać, że tego czasu na prywatne pisanie mam mało, a wielkość ta zbiega asymptotycznie do zera (choć mam nadzieję, że jest to trend odwracalny).

-

Co gorsza, muszę też ograniczyć pisanie o A. Nie dość, że nie ma mowy o dzieleniu się bardziej intymnymi sprawami i problemami, bo czytają znajomi, to jeszcze moja luba ma problemy w pracy, bo i tam wyciekła informacja, że taki blog istnieje. Ups.

Wychodzi na to, że czytelników mam niewielu, ale blog ma ogromny wpływ na rzeczywistość. Głównie moją i mojej A, ale jednak.

15:25, bekspejs
Link Komentarze (2) »
statystyka