Chodzi o to, by język drętwy powiedział wszystko, co pomyśli głowa.
RSS
czwartek, 28 lutego 2008
Cleese reklamuje

Jeden z polskich banków promuje się właśnie z pomocą Johna Cleesa, chyba najlepiej rozpoznawalnego członka trupy Monty Pythona.

 



Najbardziej w tej reklamie rozbawiło mnie to, że Nuszka okropnie ją znielubiła po pierwszym obejrzeniu (a nawet przed: po mojej pierwszej relacji na temat Cleesa i reklamy).

Ale zostawmy temat szybkiego uprzedzania się i zajmijmy się Cleesem. Facet nagrał setki reklam dziesiątków produktów, niektóre znalazłem na youtubie i są naprawdę zabawne. Tu macie reklamę Compaqa z lat 80.:


I jeszcze jedna absurdalna (a czego się spodziewaliście? :)

A co powiecie na to? (Kaupthing)
A Giroblauw? (cokolwiek to jest)
 
I jeszcze na koniec reklama społeczna (czy jak to się zwie).
 
 
Jak widać, odkryłem kolejną możliwość wzbogacania bloga i pewnie w najbliższych dniach będę jej nadużywał. Nic na to nie poradzę, że cieszy mnie wszystko to, czego ni z tego ni z owego nagle się nauczę. 
10:06, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 lutego 2008
Bekspejs popierduje

Jestem człowiekiem wielu talentów. Jakiś czas temu nauczyłem się na przykład wydawać nieprzystojne dźwięki przy użyciu samych złożonych ściśle dłoni. Jeśli któremuś z czytelników wydaje się, że wydawanie nieprzystojnych dźwięków innymi częściami ciała jest talentem to informuję - to nie talent, ale fizjologia i nie ma powodu do dumy.

Pierdzenie dłońmi nie jest tak bezużyteczne, jakby się mogło zdawać. Pozwala na przykład nawiązywać kontakt z dziećmi i podrostkami, których ta sztuczka nieodmiennie bawi, szczególnie prezentowana na forum publicznym.

Niestety, talenty czasem wyrywają się spod kontroli. Nie dalej jak wczoraj wybrałem się na konferencję poświęconą 100 dniom premiera. Główni goście to dwóch wiceministrów najważniejszych resortów, do tego przedstawiciele organizacji biznesowych po jednej i redaktorzy naczelni poczytnych pism po drugiej stronie. Wszyscy pięknie usadzeni przy podkowiastym stole. Do tego kilkadziesiąt osób luzem siedzących na stojących obok podkowy krzesłach ustawionych w kilka rządków.

Najpierw prowadzący blablabla, potem ministrowie jednostajne bla, potem organizacje blabla, potem ministrowie bla - i tak to się toczyło. Przeczytałem wszystkie materiały dostarczone przez organizatorów, namalowałem kilkanaście rozpaczliwych sześcianów, wypiłem dwie kawy i zjadłem te ciacha, do jakich mogłem sięgnąć. Jak na złość nie mogłem poczytać przygotowanej uprzednio rezerwowej "Polityki", bo obok siedział dziennikarz tej gazety. Ja bym nie chciał, by ktoś usiadł obok mnie i czytał moją gazetę, więc na zasadzie wzajemności postanowiłem mu tego nie robić.

Podpierałem głowę na dłoniach, zaplatałem palce, przesuwałem w dłoniach długopis. Czymś się zająć. Nie zasnąć. Obok "Polityka" opuściła głowę, pokonana, po mojej drugiej stronie "Rynki zagraniczne" delikatnie pochrapują. Po przeciwnej stronie stołu ludzie podszczypują się i kolegów w dłonie, by nie dać się Morfeuszowi. Eksposeł na luźno postawionym krzesełku łagodnie pochyla się w prawo i traci punkt podparcia. Rozbudzony kontaktem z ziemią otrząsuje się i wraca na pozycję. Niewiele osób to zauważa, wszyscy skoncentrowani są na własnym froncie, na odparciu fali senności.

Po wyłamywaniu palców moje dłonie jakby bezwiednie odnalazły właściwe ułożenie i PRUUUUUT! Stężałem. Kilka par oczu popatrzyło się w moim kierunku. Zniesmaczone miny dalszych sąsiadów i zdziwione bliższych - słyszeli, że dźwięk wydobył się sponad stołu, a nie spod niego. Poza tym organoleptycznie wiedzieli, że to jakaś chytra sztuczka.

Żeby ratować sytuację postanowiłem ponowić pokaz. PRUT PRUT PRUT. Tym razem kilkadziesiąt osób zwróciło na mnie uwagę i grupa, która wiedziała już o co chodzi, stała się mniejszością.

No więc PRUT PRUT PRUT PRUT PRUT PRUT. W sali zaległa cisza.

- Czy ktoś jeszcze chciałby skomentować wystąpienie pana ministra? - zapytał jękliwym głosem prowadzący spotkanie.

- PRUT - odezwało się po przeciwnej stronie stołu, przy którym siedziałem.

- PRUUUUT - odpowiedział ktoś w głębi sali.

- PRUT PRUT PRUUUUUT - spointował prowadzący.

08:07, bekspejs
Link Komentarze (5) »
Quasiszatan

Sakrafata inwigilata?

07:40, bekspejs
Link Komentarze (1) »
wtorek, 26 lutego 2008
Lexapro, czyli z ulotki leku

Escitalopram jest selektywnym inhibitorem wychwytu zwrotnego serotoniny (SSRI).

Możliwe działania niepożądane leku:

- Występujące u ponad 10 proc. pacjentów - mdłości (płynnie przejdę z niestrawności, która mnie męczy od piątku w niestrawność indukowaną przez lek).

- Występujące u 1-10 proc. - zapalenia zatok, zmniejszenie apetytu (fo fajne!), trudności w zasypianiu (ups), uczucie senności (to powinno pomóc w zasypianiu), zawroty głowy (to chyba, jak w końcu dostanę zaległy przelew z gazety!), ziewanie (przy senności nic dziwnego), biegunka (cholercia), zaparcia (naturalne antidotum na biegunkę), nasilone pocenie się (mówcie mi Stinky), zaburzenia funkcji seksualnych (aaaaaa!), uczucie zmęczenia (to brzmi jak wymówka tych dysfunkcji seksualnych), gorączka (a to jak zaprzeczenie).

- Występujące o mniej niż 1 proc. - zaburzenia snu, zaburzenia smaku (sądząc po dowcipach, jakie ostatnio publikuję na blogu, to mam ten efekt ex ante).

- Rzadko pojawiają się - i tu cała lista z porfirią, lewitacją i zgonem włącznie.

-

Lekarz był chyba młodszy ode mnie. Ale spostrzegawczy, bystry i sympatyczny. Od ręki wyleczył mnie z depresji. Bo zamiast niej mam dystymię.

Ocho, odpalają się mdłości i zawroty głowy. Więc wybaczcie, ale urwę w pół słowa.

20:29, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
Ruchanna

Ostatnio rozśmieszyła mnie taka rozmowa:

- Ona się nazywa Rihanna, ta piosenkara. Dlaczego mówisz na nią "Ruchanna"?

- Bo jest z Barabadosu.

-

Dziś miałem ciekawy dzień. W ciągu godziny widziałem: Ziemkiewicza, Gomułkę (ale tego wiceministra finansów, a nie tego od "ni pies ni wydra, coś na kształt świdra"), Jana Tomasza Grossa i papieża (potem się okazało, że to tylko drzewa się tak ułożyły).

Dobrze, że lekarz, do którego się wybieram za pół godziny, ma w ramach swojej specjalności "urojenia".

A mówiąc poważnie - denerwuję się. Nie lubię takich wizyt. Od spotkania z psychiatrą wolałbym już badanie u proktologa. Tam przynajmniej uzewnętrzniając się mógłbym myśleć o czymś miłym i odległym.

Zamienię depresję na hemoroidy. Mogą być nawet wydatne, 3. stopnia.

-

Po sajkokilerze idę do dentysty. Tam się znieczulę (jakby nie dość było bezwładu i zobojętnienia :). I naprawię drugą z czterech plomb, jakie zafundowałem sobie 2 tygodnie temu. Jeśli dent mnie za to staksuje, to chyba poszukam innego lekarza...

Ć skomentował jakiś czas temu moje jęki zdrowotne:

- Chcesz wiedzieć, dlaczego boli cię kolano i w ogóle jest niezafajnie? Spójrz do dowodu osobistego. Tam jest taki zestaw cyferek: data urodzenia. Jakieś pytania?

Ja bym dodał jeszcze jeden element dowodu: tego białego ptaszka na białym tle, który mówi, że jestem Polakiem i mam obywatelski obowiązek narzekać, marudzić i wieszać psy na całym świecie z jego przyległościami. Tak mi dopomóż Bóbr.

16:02, bekspejs
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 25 lutego 2008
Dopadło mnie

Nie mam siły, ani weny, by pisać. Senne poranki przechodzą w senne wieczory. Nawet sprzątniecię wokół siebie czy umycie się to zadania rozpisywane na punkty i realizowane z determinacją himalaisty zdobywającego K2 od najgorszej strony.

Deprecha. Jak to na wiosnę.

Szukam na Woli jakiegoś miłego psychiatry, który dobierze mi odpowiednie pigułki szczęścia. Poprzednie odpalały po kilku tygodniach i pozbawiały mnie niemal całego libido - nic fajnego.

Życzcie mi powodzenia.

08:15, bekspejs
Link Komentarze (3) »
piątek, 22 lutego 2008
Użyteczność bloga

Ten wpis to rodzaj testu użyteczności pisania bloga. Szukam elektryka, który wpadłby do mojego mieszkania na Woli i naprawił oświetlenie kuchni (takie lampki małe wbudowane w szafki kuchenne). Nie wiem, co się tam schrzaniło, ale ponoć nie transformator (tak twierdzi właściciel mieszkania). Chodzi mi oczywiście o szybkie i skuteczne działanie połączone z niewygórowaną ceną.

Znacie kogoś takiego?

11:43, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
Muzyka na dziś

Przez kilka tygodni, a może miesięcy nie słuchałem absolutnie niczego - no może czasem barokowego Marsalisa lub chorały gregoriańskie do pracy, czasem przeplatane z Haendlem. Takie nieinwazyjne tło wspomagające koncentrację powtaralnością, porządkiem, harmonią.

Zastanawiałem się ostatnio, dlaczego niektóre kawałki, zespoły, wokaliści od razu zdobywają moją sympatię, a inni ni cholery. W odróżnieniu od Nuszki, która ma ucho muzyczne jak Zapendowska, nie obchodzi mnie technika. Zespół może fałszować, grać niedbale, gubić się trochę w nutach, wokalista może mieć pół oktawy i wadę wymowy, teksty piosenek mogą być banalne lub wręcz głupie. Ale całość musi mnie trafiać, dotykać czegoś we mnie, poruszyć mnie, zadziwić, rozbawić, zasmucić, nakręcić, uspokoić. Coś ze mną zrobić. Tylko to się liczy, reszta to detale.

Weźcie takie Sex Pistols, albo Lecha Janerkę, albo Williego Masona, albo Andrzeja Zauchę, albo niektóre mozartowskie pitolenia na klawesynie. Jakby się temu przyjrzeć obiektywnie, to albo będzie kicz, albo wtórność, albo nuda, albo płaskość, albo ostentacyjna dziwaczność, albo irytująca nieklarowność. Ale wkładam sobie obiektywność w buty (żeby być wyższym).

Czasem jednak nie ma żadnego trafienia w sedno czy poruszenia czułej struny i muzyka po prostu zaraża. Tak właśnie chodzi mi po głowie "Boys are back in town" Thin Lizzy. Wpadło i wypaść nie może. A jeszcze lepsze jest rażenie muzyką w pracy: kolega puszcza jakiś album w kółko i w końcu uzależnie mnie od niej - tak właśnie stało się z Clap Your Hands Say Yeah (fajna nazwa kapeli, prawda?).

To jeszcze jeden powód, dla którego czasem lubię wybrać się do biura.

(na focie jest oczywiście włochacz z Thin Lizzy)

(a tu macie przystojniaków z CYHSY) 

-

Z ciekawych eksperymentów muzycznych mogę polecić stronę http://www.theuser.org/dotmatrix/downloads/en/frame_index.html gdzie muzyczne kompozycje wygrywają nam igłowe drukarki.

11:34, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 lutego 2008
Łyk popkultury

Czanelserfując trafiłem na cudny teledysk:

http://youtube.com/watch?v=Qtw-QwnyRGY 

Dla tych, którym nie chce się klikać oraz tych, którzy nie lizneli języka faszystów:

Hicior "DU HAST DEN SCHOENSTE ARSCH DER WELT" to nic innego jak "Masz najpiękniejszą dupę na świecie". Piosenka składa się właściwie tylko z tej frazy powtarzanej w kółko, muzyki disko i dup płci obojga wirujących na ekranie (głównie jednak damskich).

Proste i szczere. I cieszy fakt, że dożyję czasów, gdy autorzy muzyki nie będą musieli męczyć się wymyślaniem tekstów (bo po wała?), walną po prostu łupułupu loopa i chwacit. Do teledysku wsadzi się po prostu zbliżenia na dupy i cycki, to się samo sprzedaje. 

-

Żeby nie było, że prosta muzyka musi być pozbawiona przekazu, to proszę:

http://youtube.com/watch?v=nPBmXEO3yUU

Wielkiej przenikliwości nie trzeba, by sobie dośpiewać, o co biega tym biegającym mumiom, koszykarzom i innym dziwnym postaciom latającym w kółko przed ekranem.

Chciałem dziś napisać coś jeszcze o muzyce, ale muszę lecieć na zebranie do pracy. Nawet lubię te zebrania, bo bywa śmiesznie. Szczególnie jak szef uczula nas w związku z terminami oddawania tekstów, a sam pisze swoje na kolanie pół godziny przed wysyłką do drukarni.

14:58, bekspejs
Link Komentarze (6) »
środa, 20 lutego 2008
Plany (ambitne)

Doba powinna mieć nie 48 godzin, ale znacznie więcej.

Z pilnych rzeczy mam do załatwienia (najlepiej - na dziś):

- praca zaliczeniowa z Prognozowania i symulacji

- poprawki do magisterki

- felieton na stronę korporacyjną

- wpis do korporacyjnego bloga

- tekst do mojej nowej gazety (zanim zapomnę to, co było na konferencji) i zmiany autoryzacyjne w artykule o Segwayu (bo mi wydrukują z błędami)

- tekst do starej gazety (j.w.)

- i cztery inne teksty do starej gazety, którą chyba wydajemy za tydzień

- dentysta (plomba poleciała)

- fryzjer

- okulary - od miesięcy się wybieram, żeby kupić

- umówić się z prezesem do kolejnego tekstu

- znaleźć elektryka do lampek w kuchni

- kupić nową fajkę wodną (zabieram się do tego od pół roku, a zapaliłbym sobie...)

-

I zamiast zrobić choć kilka punktów z tej listy, pojadę teraz do biura (szef mnie wzywa) i będę uzupełniał detale w moich tekstach już po składzie, tłumaczył się szefowej starej gazety, że nic dla niej jeszcze nie mam, gadał o historii z PK, o filmach z M. A potem pojadę z tą ostatnią oglądać Earla.

Czy to ze światem jest coś nie tak, czy to ja jestem tak beznadziejnie niezorganizowany?

12:12, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
Nie przestaje mnie to bawić

Obiecuję, że niebawem się tym znudzę. Ale póki co zaserwuję Wam jeszcze trochę searchtermów, które niezawodnie wiodą do tego miejsca:

barta płatności mobilne - niektórzy fani Simpsonów są zdrowo walnięci...

jak wiązać bandany - phi, też problem. Spróbujcie odpowiedzieć na pytanie "jak wiązać banany?"!

jakiego masz kompa srebrnego - porządny użytkownik - sam zadaje pytania i sam na nie odpowiada.

niegrzeczne pnie - perwersyjny fan Tolkiena?

nie kapuję cię koleś - też tak mam.

cisza nocna -obowiązująca - jak najbardziej!

lekka cipka - pomiar nie będzie łatwy...

na stojąco słabsza erekcja - pocieszające, że na zasadzie przeciwieństwa na leżąco jest mocniejsza.

 

I - taddam taddam - mój faworyt:

patyczaki hipnoza - nic dodać, nic ująć.

 

-

Ponieważ na poprzedni searchtermowy rebus nikomu nie chciało się odpowiadać, nagrodę otrzymuje autor bloga. Śliczny królik z naleśnikiem na głowie. Zawsze chciałem takiego mieć.

11:55, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 lutego 2008
Powrót do źródeł

Hipermarket, długaśne kolejki do kas, a nasza oczywiście wlecze się najwolniej, ku irytacji mojej i Nuszki.

- Pani pierwszy dzień w pracy? - pyta klientka o dwa oczka przed nami w kolejce.

- Nie - odpowiada zdziwiona sprzedawczyni, która pracuje wyjątkowo powoli - a może po prostu wolniej niż koledzy przy innych kasach, którzy dają z siebie o wiele za dużo za te tysiąc z hakiem na rękę.

Sprzedawczyni dodała coś jeszcze, czego nie usłyszałem ja, ale dotarło to do pani w kolejce stojącej tuż przed nami.

- No tak, Ukrainka. Wszystko jasne - westchnęła.

W końcu doszliśmy do kasy i zaczęliśmy wykładać swoje rzeczy. I się zaczęło:

- A państwo to wszystko na dwa tygodnie kupują? - zapytała sprzedawczyni mieszanką polskiego i ukraińskiego - A dzieci państwo macie? A planujecie? A mieszkacie razem? A kto tak dużo je słodyczy? A w Warszawie to fajnie...

Poczułem się, jakbym był w małym sklepiku na rogu ulicy. Albo lepiej - w jedynym spożywczaku we wsi, gdzie rumiana sprzedawczyni zawsze ma dobry humor, zawsze jest głodna rozmowy, zawsze nawiąże kontakt. I człowiek wie, że jest w z ludźmi. Że nie jest jedynie materią organiczną, która wypełnia pustą przestrzeń, ma NIP i portfel. Że ktoś go zauważa, że kogoś obchodzi. Że ktoś go słucha.

Ta Ukrainka powinna zostawić kasę i przesiąść się do stoiska z lampami leczniczymi. Ale wtedy bym coś stracił. Nie przypomniałbym sobie czegoś, do czego tęsknię, a o czym już prawie zapomniałem.

21:41, bekspejs
Link Komentarze (5) »
Najstraszniejsze prace na świecie

Dawno temu moja przyjaciółka M zainspirowała mnie do tworzenia subiektywnego rankingu najgorszych prac na świecie. Opowiadała o facecie, który 8 godzin dziennie w lunaparku darł się do mikrofonu:

- Świetna zabawa, bawimy się, kręcimy, świetnie się bawimy, świetna zabawa!

Dziś przyglądałem się człowiekowi, który w takim rankingu wypadał równie wysoko. Facet sprzedaje lampy lecznicze w centrum handlowym niedaleko kas hipermarketu. Sprzedaż to mocne słowo - większość czasu słucha. Skarg, żalów, smutnych życiowych opowieści emerytów, którzy niby to zainteresowani lampami, poprawą zdrowia, tak na prawdę pragną uwagi, obecności innego człowieka. Sprzedawca nie wyglądał na psychologa, ani na człowieka, który z powołaniem wykonuje misję powiernika, spowiednika, cierpliwego uczestnika bolesnej samotności i starości. Wyglądał na młodego człowieka, który po prostu chce sprzedać trochę lamp, zapłacić czynsz, przeżyć do pierwszego, kupić koronkowe stringi swojej dziewczynie. Na jego twarzy wypisana była betonowa maska życzliwej obojętności, podszyta cieniem rozpaczy.

21:27, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
Czasem bywam bezwzględny

- Kochanie, powiedz mi coś miłego.

- Coś miłego.

- Oj wiesz, o co mi chodzi. Jakiś komplement...

- Wyglądasz dziś zabójczo.

- A coś bardziej oryginalnego, wyjątkowego?

- Propan-butan? 

 

17:14, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 lutego 2008
Wiadomości z frontu

W 2 dni muszę skończyć jeden duży tekst i napisać drugi od zera. Uff. Za to rozbawił mnie facet z firmy Segway - mój rozmówca nagabiony do wypowiedzi.

- To smutne, że pisze pan o segwayu, a nigdy nie próbował pan, jak się na nim jeździ!

- Widzi pan, przed chwilą skończyłem tekst o KGHM, a nigdy nie widziałem na oczy kopalni miedzi, ani huty, ani 12 mld złotych. Zaraz zaczynam pisać o rynku hazardu, a nigdy nie byłem w kasynie, a cały mój wkład w ten rynek to kilka złotych puszczone na chybił-trafił w dużego lotka.

Gdybym pisał o zwalczaniu przestępczości w Brazylii, to powinienem strzelać do dzieciaków na fawelach? A gdybym jeszcze miał kiedyś dotykać tematu Iridium, to powinienem zostać kosmonautą?

Chciałbym, by płacili mi za opisywanie moich wrażeń, emocji, subiektywny odbiór spraw. Ale płacą mi za to, by ocenić, jakie straty ekonomiczne wywołuje czkawka. 

18:47, bekspejs
Link Komentarze (7) »
Rankingi i oceny

Jeden z czytelników niniejszego bloga uprzejmie mnie poinformował, że kilka dni temu blog tenże osiągnął wysoko premiowane 131. miejsce wśród wszystkich 100 tys. blogów na blox.pl. No i do tego ma jeszcze 8. miejsce wśród blogów pamiętnikowych.

Fajówa, choć w gruncie rzeczy nic to nie znaczy i do niczego nie służy - wystarczyło by popisać trochę na tematy typu "branzowalnie Dody", albo "Lindsay liże", w ostateczności "dowody na złodziejską działalność Tuska", by podpompować trochę liczbę wejść. Więc w sumie mam to gdzieś, za to bardzo cieszy mnie 1. miejsce w wśród stron wyszukanych na google, gdy wpiszemy hasło "do pracy bez majtek". Ć, który zwrócił mi na to uwagę i teraz sugeruje, bym ostro i biznesowo poszedł w tym kierunku, licząc na pozytywne efekty buzzmarketingu.

Ja się waham - może koncentrycznie zaatakować kilka takich nisz i rozwijać nie tylko temat chodzenia do pracy bez majtek, ale również np. "eklektycznych tatuaży na worku osierdziowym", "panie na poczcie - fetysz" i "czeskie smalcowe basowanie"?

18:37, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
Dowcip z brodą

- Wolałbym mieć gruźlicę, niż być bogatym.

- Dlaczego?

- Bo bogaci umierają wszyscy, a gruźlików tylko 29 procent. 

18:18, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
środa, 13 lutego 2008
Najdziwniejsze frazy cd.

Powiedz mi, czego szukasz w googlu, a powiem Ci, kim jesteś.

- beżowa marynarka - zawsze gustowna, seksowna i w tym sezonie najbardziej pożądana.

- bez spodni - z beżową marynarką tworzy zestaw, który jest niepowstrzymywalnym taranem erotycznym.

- do pracy bez majtek - no to już przesada. A nawiasem mówiąc to jeden z moich nawracających koszmarów sennych: nagle jestem w miejscu pracy i nie mam na sobie majtek, spodni, generalnie niczego.

- ile kosztuje duplikat indeksu - ba! Zasadnicze pytanie brzmi: ile kosztuje dyplom magistra?

- jaki procent stanowi rasa czarna- biała- żółta na skale światowa - na skalę światową rasa czarna, biała i każda inna stanowi dokładnie 100 procent.

- niegrzeczne dziewczynki - no pięknie. A grzecznych to nikt nie chce oglądać? A potem się towarzystwo dziwi, że młodzież taka niewychowana...

- niegrzeczne panie - to skomentuję obrazkiem:

- nudne filmy - ach, a więc do mojego bloga zaglądają osoby, które pragną zakosztować odrobiny kultury!

- sikanie podczas seksu - nie musi być problemem: trzeba porozmawiać na ten temat z partnerem. Znacznie bardziej niebezpieczne dla związku może być SPANIE podczas seksu. Albo sikanie podczas snu.

- urywki katastrof lotniczych - a to już jest perwersja. Fe.

08:58, bekspejs
Link Komentarze (2) »
Wolskie uroki

Z naszego mieszkania możemy wyjść na klatkę i opuścić budynek dwiema drogami.

Z jednej strony trafiamy na paśnik:

Z drugiej - na kopalnię troli.

Na klatce zaś ludzie tradycyjnie umieszczają worki ze śmieciami (darujcie, nie chce mi się ich fotografować). Normalnie dziwniej tu niż na Targówku...

08:31, bekspejs
Link Komentarze (2) »
Antyszatan

Nuszka i ja wybraliśmy się na zakupy. Kupiliśmy kilka niezbędnych rzeczy oraz kilka mniej potrzebnych. Przy kasie:

Kasjerka: Płaci pan 77 złotych i 77 groszy (i pokazuje na wyświetlacz kasy).

Nuszka szepte: Widziałeś? Antyszatan!

Bo to było w Tesco...

08:20, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
Pączki sprzedane

Wybraliśmy się do pobliskiej cukierni, która słynie z niezłych pączków. Niestety, po dotarciu na miejsce ujrzeliśmy napis:

Spryciarze. Mają tabliczkę dla takich konkretnych klientów jak my. Albo została im z tłustego czwartku. Zagadaliśmy sprzedawczynię:

- Czy w ogóle sprzedajecie pączki, bo ten napis widziałem już kilka razy. W zasadzie zawsze go widzę, jak patrzę na Pani cukiernię jadąc autobusem...

- Sprzedajemy pączki. Ale teraz - jak pan widzi - są sprzedane - rozłożyła ręce. Rozejrzałem się po pustym sklepie i skinąłem głową.

- No to muszą być pyszne...

- Pan przyjdzie o 9 rano. Rano trzeba przyjść.

-

Powinni zmienić nazwę z "cukiernia" na "pączkarnia" albo "superpączkownia". Albo "Szybki pączek".

08:13, bekspejs
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 11 lutego 2008
Najdziwniejsze frazy wyszukiwane

Założyłem rejestrację wejść na blog, by dociec, czego szukają ludzie, zanim na niego trafią. Oto garść najciekawszych przekierowań z googla, czyli fraz, jakie ludzie wybili, zanim tu zajrzeli: 

- bez majtek - no to musiało być pewne rozczarowanie, tym bardziej, że ostatnio tak bardzo zaniedbałem dział świńskich fotek...

- czy bez regonu moge jechac do urzedu skarbowego - moim zdaniem do urzędu skarbowego można jechać zawsze. Nawet bez majtek (patrz wyżej).

- dla niegrzecznych panów - no no no!

- przykład robinsonady - użytkownik powinien połączyć siły z tym powyżej. Robinsonada to właśnie coś dla niegrzecznych chłopców.

- orlen operacje plastyczne - ten rebus do rozwiązania zostawiam czytelnikom. Za najciekawsze odpowiedzi zwycięzca zostanie nagrodzony zdjęciem królika z naleśnikiem na głowie.

- mechacenie-sweter - przez moment myślałem, że chodzi o beret i poczułem, jak kryzys wieku średniego płynnie przechodzi w kryzys wieku podeszłego. Ale już wszystko w normie. Sweter także.

12:42, bekspejs
Link Komentarze (1) »
niedziela, 10 lutego 2008
Dove walczy z Unileverem?

Wielokrotnie rozmawiałem ze znajomymi o kampani świadomościowej Dove. Kobieta piękna w każdym wieku i wagomiarze, wiecie o co chodzi. Pewnie wiecie o co chodzi, najsłynniejszy filmik z nią związany na youtubie obejrzało z 10 mln ludzi - oto jego najpopularniejsza wersja, tak dla przypomnienia:

http://youtube.com/watch?v=iYhCn0jf46U

Jedni uważają, że taka akcja nic nie zmieni - jedna reklama na milion to za mało, by wryć się w świadomość. Inni uważają, że kropla drąży skałę. Generalnie jednak jest spora przychylność dla tego typu kampanii reklamowych, które starają się przełamywać stereotypy.

Zanim jednak zareagujemy zgodnie z planem i zaczniemy kupować produkty Dove chciałbym zauważyć jeden szczegół. Marka należy do koncernu Unilever, który w tym samym czasie reklamuje inne swoje brandy dalej utwierdzając wzorzec kobiety pięknej, dwudziestoletniej, obowiązkowo wysokiej, o nieskazitelnej cerze i ubraniach o rozmiarze 30.

Tak jak w szamponach Dove mamy 1/4 dodatku mleczka zmiękczającego, tak w kampanii tego brandu 1/4 to hipokryzja. Zawsze mogę przymknąć na to oko i cieszyć się tymi 3/4, prawda?

PS Dołączę jeszcze mój ulubiony filmik z parodią powyższej kampanii:

http://youtube.com/watch?v=7-kSZsvBY-A

PPS I jeszcze piękna fotkana deser. Piękna i poniekąd niegłupia.

16:30, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
Panika
W piątek byłem na spotkaniu związanym z moim artykułem.

Nie wiem dlaczego, ale czasem nachodzi mnie paniczny lęk, że zrobię coś bardzo głupiego na takich spotkaniach. Kichnę i opluję przy tym rozmówcę. Witając się pocałuję faceta w rękę. Dostanę w trakcie rozmowy widocznej erekcji (tym bardziej przerażające, gdy rozmawiam z facetem). Zacznę się śmiać i nie będę mógł przestać. Zacznę śpiewać "Tyle słońca w całym mieście", zamiast zadawać pytanie. Umilknę i będę siedział bez ruchu, słowa i reakcji tak długo, aż ktoś wezwie lekarza (lub policję). Pijąc herbatę odgryzę kawałek filiżanki. Walnę interlokutora pięścią w zęby, a potem skoczę na niego i będę go tłuc tak długo, aż mi przejdzie (tego boję się najbardziej, bo najczęściej mam wrażenie, że zaraz tak się stanie).

Tym razem byłem pewien, że coś takiego się stanie. Ale jakoś się udało. I tylko wyszedłem w nie swoim płaszczu (wisiały obok siebie). A tego naddarcia kieszeni właściciel chyba nie zauważy (pośliznąłem się na chodniku i upadając zaczepiłem o parkan).
15:36, bekspejs
Link Dodaj komentarz »
Ratujemy choinkę, zabijamy pająka

A robi porządki, a ja próbuję pracować, jak to w niedzielę.

Mamy doniczkową choinkę bożonarodzeniową i postanowiliśmy jakoś ją uratować - na razie postoi na balkonie, a potem może zawieziemy ją na działkę rodziców albo po prostu do lasu. Gorzej poszło nam z pająkiem, który wyłonił się z jakiegoś kąta. A ma lekką fobię na ich punkcie, a ja dałem się nakręcić (parę razy nie reagowałem zbyt energicznie, stworzonko uciekało, a potem A bała się sama chodzić do toalety). No więc skoczyłem i szybko zatłukłem chodziaczka.

Po akcji zrobiło mi się tak bardzo wstyd, że aż mnie to zadziwiło. A również była poruszona - Był mały i w sumie niegroźny, szkoda go, trzeba było go wziąć na gazetę i wyrzucić - powiedziała i miała rację. No więc usiedliśmy i opracowaliśmy procedurę. Kto otwiera okno, kto sięga po gazetę itd. - małe ćwiczenia i będziemy gotowi do ratowania każdego następnego pająka. Nie umarłeś na darmo, pajęczaku!

Jakiś buddysta ze mnie wyłazi. Tfu, na psa urok.

-

Przy okazji mycia okien wymyśleliśmy, jak z sikających pod oknami żulików zrobić jakiś pożytek. Otóż będziemy ich fotografować. Stworzymy kolekcję pod nazwą "Manneken Pis me off" albo "Warszawskie leje".

15:07, bekspejs
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
statystyka