Chodzi o to, by język drętwy powiedział wszystko, co pomyśli głowa.
Blog > Komentarze do wpisu
Wyścig papieży

Skończyłem właśnie książkę „Występni papieże renesansu. Prawda czy czarna legenda?” Gerarda Noela. Polecam, choć może warto czytać od 50 strony, bo początek jest nudny i tak wiele nie daje, jak się autorowi zdawało. Nota bene: pisarz jest historykiem i redaktorem „Catholic Herald”, wydawanego w Anglii, a także należy do Royal Society of Literature. Nie jest to więc antykatolicka propaganda autorstwa protestanta, tylko wewnętrzna krytyka okiem historyka. Ciekawe, bo facet broni papieży uznanych za potworów, a wyciąga sprawki tych, o których pamięć zachowała się lepsza niż na to zasłużyli. Ale nie będę gołosłowny, tylko wrzucę tu najdłuższy blogowy wpis, jaki dotąd napisałem. Życzę przyjemnej lektury.

Kalikst III (1455-58, Alfonso Borja, czyli Borgia – wuj Aleksandra VI)
Wybrany na konklawe, na którym było tylko 15 kardynałów, wśród których było tylko 9 duchownych. Zalał Rzym Hiszpanami, dzięki czemu wzmógł do nich nienawiść, jaka brała się z ich obecności w Neapolu.

Pius II (1458-64, Eneasz Sylwiusz Piccolomini, wuj Piusa III)
Oprócz promowania ziomków niewiele ciekawego zwojował na tym stanowisku.

Paweł II (1464-71, Pietro Barbo, siostrzeniec Eugeniusza IV)
Przystojniak i narcyz, chciał przybrać imię Formozus (po grecku „przystojny”), ale takie imię przybrał papież, którego ciało po śmierci zostało ekshumowane na rozkaz jego następcy Stefana VI, posadzone na tronie i osądzone. To źle wróżyło, więc wybrał Pawła.
Bardzo lubił przyjmować gości, szczególnie piękne kobiety i młodzieńców (był biseksualny) – nawet w obliczu ambasadorów przybyłych na kolację potrafił wybrać sobie wyjątkowo apetycznego sługę, którego na jego rozkaz rozbierano, a następnie torturowano. Lubił jak jęki mieszały się z dźwiękami lutni i fletów.
Przywrócił zwyczaj chodzenia papieży w koronach – kazał zrobić sobie nową specjalnie na rozmiar swojego ego. Korona kosztowała 120 tys. dukatów – tyle, co kilkuletnie utrzymanie 20 tys. armii. Jedna z plotek głosiła, że umarł właśnie na skutek ciężaru, jaki zwyczajnie skręcił mu kark.

Sykstus IV (1471-84, Francesco della Rovere, wuj Juliusza II)
Po wyborze na papieża z miejsca mianował kardynałami dwóch bratanków – jeden później został papieżem. Trzeciego krewnego – siostrzeńca – mianował kilka lat później. Również biseksualista, nie ukrywał słabości do pięknego ciała. Zachował się dokument, w którym zezwala rodzinie kardynała Santa Lucii na uprawianie sodomii w wyjątkowo nudnych i męczących miesiącach czerwcu, lipcu i sierpniu. Był więc wyrozumiały dla seksualnych potrzeb kolegów po fachu.
Najbardziej kręciło go jednak kazirodztwo – najchętniej bzykał członków własnej rodziny. Z własną siostrą spłodził chłopca nazwanego Pietro Riario. I opłaciło się, bo potem bzykał się też z tymże Pietro właściwie tego nie kryjąc przed nikim. Drugiego kuzyna – Giuliano della Rovere – pompował jako chłopca, potem biskupa, potem kardynała. Pompował skutecznie: della Rovere dwadzieścia lat później został papieżem.
Zapamiętany zostanie jednak nie z powodu swojej etyki, ani z tego, że utworzył hiszpańską inkwizycję, która przez następne 300 lat będzie terroryzować półwysep Iberyjski. Zbudował bowiem kaplicę sykstyńską – najbardziej znany zabytek Watykanu.

Innocenty VIII (1484-92, Giovanni Battista Cibo)
Cibo kombinował, jak jeszcze większym wstydem okryć na kartach historii Kościół Katolicki – i wymyślił. To on był gorącym orędownikiem „Malleus Maleficarum”, czyli „Młota na Czarownice”. Napisał bullę, która stała się wstępem do tego podręcznika tortur i bzdur, jakie miały sankcjonować kary za domniemane czarownictwo. Czyli jak baba utonie w rzece, to znaczy, że może była w porządku. A jak nie utonie, to się czarownice spali.
Bardzo kręciło go znęcanie się i upadlanie kobiet, był mizoginem doskonałym, ale bzykał też czasem kobiety, choć częściej chłopców. Był więc trzecim biseksualistą z rzędu na papieskim tronie. Spłodził kilkoro nieślubnych dzieci, co było standardem jeśli chodzi o papieży, jak i w ogóle możnych okresu włoskiego renesansu.
W drugiej części pontyfikatu coraz więcej się obżerał i coraz więcej spał. Wkrótce robił już tylko te dwie rzeczy. Utył tak potwornie, że nie był już w stanie zejść z łóżka, a by podleczyć zdrowie karmiono go kobiecym mlekiem. Gdy wpadł w konwulsje, lekarz zaproponował transfuzję. Połączono jego żyły z żyłami kolejno trzech młodych mężczyzn. Nic dziwnego, że żaden z nich tego nie przeżył (podobnie jak Innocenty). Kronikarz wspominał z emfazą, że palce ochotników (teraz już trupów), rozginano metalowymi prętami, by zabrać im złote dukaty, jakie otrzymali za podjęcie ryzyka takiej operacji.

Aleksander VI (1492-1503, Rodrigo Borgia, siostrzeniec Kaliksta III)
Najsłynniejszy potwór na papieskim tronie – jednak głównie jego zła opinia bierze się z tego, że był znienawidzonym Hiszpanem, który broniąc swojej pozycji dbał o kariery rodziny i ziomali – kilku zrobił książętami. Obsmarowali go kronikarze następców, których jako kardynałów trzymał dość krótko. Próbował ogarnąć Państwo Papieskie, scentralizować je – ale trafił miedzy młot Hiszpanów i kowadło Francuzów, a więc w spór o Neapol. Wybrnął z niego zręcznie, bez większych strat dla Włochów i Rzymian – szczególnie, gdy porówna się to do potworności, jakie będą działy się w Italii kilkadziesiąt lat później za panowania tych, którzy go oczerniali.
Żył i jadł tak skromnie, że rzadko miewał gości. Jego krytycy zbudowali z tego mit, że był trucicielem – tymczasem na jego stole były zawsze chleb, sardynki i tanie wino. Nikt się więc nie garnął.
Z Borgii i jego dzieci: Cesarego oraz Lukrecji – zrobiono potwory. Tymczasem nie odstawali specjalnie od makiawellicznej normy. Cesaremu po prostu się nie udało – gdy zaczął przegrywać, przestał być złotym dzieckiem Włoch, do którego garnęli się sojusznicy. Potem ci, których pobił na polu bitwy i dyplomacji jeździli po nim równo (zginął w wieku 31 lat jako kondotier w Nawarze). A Lukrecja? Nie ma jednoznacznych dowodów, że kogoś otruła. A nawet gdyby – czasy były brutalne. W samym Rzymie dziennie na brzegu Tybru znajdowano kilka-kilkanaście ciał dziennie. I to nie tylko za tego pontyfikatu – raczej było to mało, bo Aleksander zwiększył wydatki i zreorganizował służby miejskie.
Tak jak wielu innych papieży trzaskał kasę sprzedając kardynalskie kapelusze – we wrześniu 1500 r. zarobił w ten sposób 120 tys. dukatów w jeden wieczór, sprzedając 12 sztuk. Robił pieniądze ściągając klątwy nałożone przez poprzednich papieży, unieważniając małżeństwa królów i ogólnie świadcząc usługi dla ludności. Ufundował największy dom publiczny w Rzymie i ciągnął z niego rokrocznie 50 tys. dukatów. 

Pius III (1503, Francesco Todeschini-Piccolomini, siostrzeniec Piusa II)
Wybrany jako kompromis w sytuacji patu – o tron walczył della Rovere i kardynał Sforza. Nie zdążył namieszać: rządził 26 dni.

Juliusz II (1503-13, Giuliano della Rovere, bratanek Sykstusa IV)
Nazywano go Il Terribile (Groźny), ale nie tylko terroryzował, ale i prowadził sprytnie dyplomacje i kupował kogo trzeba, np. kardynałów na konklawe, które go w końcu poparło. Nie on pierwszy, nie ostatni.
Ściągnął do Watykanu Rafaela i Michała Anioła i tego ostatniego z dużym prawdopodobieństwem zaliczył. Bardzo lubił cielesne uciechy, dość wcześnie zaraził się syfilisem i chętnie się nim dzielił z innymi. Miał specjalnie poinstruowanych sługów, którzy jednak dbali by zachować pozory – pilnowali, by nikt nie całował go po stopach, które były potwornie zniekształcone od choroby, której przyczyny wszyscy się już wtedy domyślali.
Przez cały pontyfikat centralizował władzę i wojował. Gdy malowano jego portret nie chciał załgać obrazu i kazał sportretować się z mieczem w dłoni (zamiast Pisma Świętego).
Podczas walki z Francuzami wymknął mu się fajny bonmot: „Zobaczmy, kto ma większe kule: papież, czy król Francji”. Po czym wyszedł na mury zamku, który był oblegany, w ornacie, z hostią i całym świecącym i świętym kramem w procesji. Francuscy żołnierze nie potrafili zmusić się do strzelania do głowy swojego Kościoła, namiestnika Chrystusa na Ziemi.

Leon X (1513-21, Giovanni Medici – syn Wawrzyńca Wspaniałego)
Tu też fajny bonmocik: „Bóg dał nam papiestwo – zabawmy się!”. Sprytnie wybrany szybko, zanim na konklawe pojawili się kardynałowie z Francji. Do promocji szykował się od dawna – kardynałem został w wieku 14 lat (któreś z hiszpańskich książątek miało 12, a syn króla Francji w XVI wieku 8, więc spoko). Był brzydalem i miał potworne owrzodzenie odbytu, które – jak pisze kronikarz – doskwierało mu szczególnie po chwilach uciech, jakim się oddawał z młodzieńcami. Ale na konklawe wytrwał do szczęśliwego finału, którego od początku był faworytem. Uwielbiał pompę: ceremonia jego intronizacji kosztowała 100 tys. dukatów – 1/7 tego co zostawił w skarbcu stale reformujący, porządkujący sprawy, szukający kasy i wojujący poprzednik.
Rozrzutność wymagała specjalnych sposobów pozyskiwania funduszy – kredyty szybko zaczęły być mordercze dla Państwa Papieskiego, przy oprocentowaniu rzędu 40 proc. Sprzedawał więc kapelusze kardynalskie nawet zadeklarowanym ateistom – niektórzy hobbiści dla żartu kupili sobie najwyższy (po papieżu) tytuł za 70 tys. dukatów. Większość płaciła ok. 20 tys. Podniósł też opłaty w rzymskich burdelach, które od dawna były częścią Vaticanum Incorporated. Łącznie mianował 31 kardynałów, w tym 3 zawodowych bankierów (była to forma spłaty pożyczek).
Miał skłonność do pięknych mężczyzn i niektórych mocno promował. Niejaki Alfonso Petrucci dosłużył się tyłkiem godności kardynała – i poczuł wiatr w żagle. Kupił więc lekarza papieskiego, który przykładał do wrzodów na tyłku jego świątobliwości jakieś maści – by tym razem przyłożył truciznę. Plan się wydał, Petrucci uciekł, ale dostał gwarancję nietykalności. Po tym, jak wrócił się pokajać i prosić o wybaczenie, został wrzucony do lochu i torturowany, a w końcu stracony. W ramach łaski do uduszenia umęczonego człowieka użyto jedwabnego sznura w kolorze szaty kardynalskiej. Pełen bon ton.
Poza tym spisek sprawił, że Leon zaczął rzucać oskarżenia na lewo i prawo, a oskarżeni musieli się wykupywać sumą 5-50 tys. dukatów (w zależności od nastroju papieża). Ruszyła też kampania zbierania kasy przez odpusty – i to z filiami w całej Europie. Ten proceder rozbujany do rozmiarów przemysłowych, odpalił za pontyfikatu Leona niejakiego Marcina Lutra. Rozpasane życie Medyceusza i jego długi były więc współodpowiedzialne za reformację, rozpad świata chrześcijańskiego i ponad 200 lat wojen religijnych. Nieźle się zabawić, a inni niech się martwią – to powinno być jego mottem. Zostawił po sobie dług w wysokości 800 tys. dukatów, który będzie ciążył kolejnym pontyfikatom i spowoduje, że następni papieże będą tylko kombinować, skąd wziąć kasę. Luter – który odmówił przyjazdu do Rzymu w celu spalenia na stosie – mógł dalej grzmieć, bo przemysł odpustowy musiał pracować, inaczej Watykan musiałby ogłosić upadłość i bezpośrednia opieka Pana Boga mogłaby się okazać kompromitująco licha.

Hadrian VI (1522-23, Adriaan Florenszoon Dedal)
Kardynałowie bali się Cesarza, więc wybrali jego katechetę i nauczyciela. Dedal był prostakiem: gdy go wybrano (zaocznie, bo siedział w Hiszpanii), najpierw napisał list z pytaniem, czy w Rzymie będzie mógł się gdzieś tanio zatrzymać, bo jako papież powinien chyba tam zamieszkać. Na imię wybrał sobie Hadrian (żeby mu się nie myliło z tym otrzymanym na chrzcie). 7 miesięcy zbierał się i podróżował do Rzymu, gdzie dał sobie pocałować stopy przez wszystkich włoskich kardynałów (panował zwyczaj, że papież schylającego się do pocałunku w stopę schyla się i ściska – taka oznaka braterstwa ze strony pierwszego wśród równych). Łącznie rządził 20 miesięcy (wliczając podróż). Nie potrafił się na nic zdecydować, więc i niewiele po sobie zostawił. Wspaniały mnich, tragicznie beznadziejny papież, który przyśpieszył reformację.

Klemens VII (1523-34, Giulio Medici – bratanek Wawrzyńca Wspaniałego)
Rzymski motłoch zażądał na papieża Włocha. No i kardynałowie musieli tak kombinować, by tego Włocha wybrać, jednocześnie godząc zwaśnione stronnictwa. Gdy trwało to zbyt długo, tłum ograniczył posiłki elektorów do dwóch (chleba, wina i wody), nie ogrzewano sal, nie sprzątano. W takiej presji wygrał kolejny Medyceusz – dwa lata po zakończeniu pontyfikatu poprzedniego, który sprowadził na Watykan tyle problemów. Klemens był jednak uwielbiany przez tłumy z uwagi na wygląd i charakter. Choć jednak był wicekanclerzem dwóch poprzednich papieży, sam jako szef okazał się do niczego. Przede wszystkim: zdradzał sojuszników tak często, że wkrótce był brany za wroga przez wszystkich bez wyjątku. Idiotyczne zachowanie wobec cesarza Karola V, któremu wszystko wtedy się udawało, spowodowało najazd na Państwo Papieskie. Karol nie zlikwidował watykańskiego interesu tylko dlatego, że był katolickim władcą, który obawiał się próżni, jaką by to zostawiło. Przez Europę przewalały się właśnie kolejne fale reformacji.
Dlaczego dziś możemy zobaczyć szwajcarskich gwardzistów w Watykanie? To dzięki Klemensowi. Gdy do Rzymu zbliżała się armia cesarza, ten ignorował ten fakt, licząc na to, że sam Bóg pokona Niemców. Nie pokonał, a jego ci weszli do miasta i zastali go w jakimś jego ulubionym kościele. Ponad setka najemników ze Szwajcarii oddała życie, by papież mógł uciec. Głupota godna lepszej sprawy. Swoją drogą kilku kardynałów dało w długą za papieżem, ale nie wszystkim się udało. Del Monte (późniejszy papież Juliusz) został pochwycony i dla uciechy powieszono go za włosy. Niemcy i ich proste rozrywki.
Polityka Klemensa doprowadziła do największej katastrofy w Rzymie od czasu najazdów barbarzyńskich jeszcze za czasów Cesarstwa Rzymskiego. Tygodniami żołdacy gwałcili, mordowali, podpalali – aż w końcu zaczęło w mieście brakował żywności i w końcu wybuchła zaraza.
W końcu odeszli, a porozumienie z cesarzem wymagało m.in. wypłatę 400 tys. dukatów. Wcześniej, by tej tragedii uniknąć, wystarczyłoby zapłacić połowę, albo przeznaczyć ją na własną armię. Ale papież nie mógł się zdecydować.

cdn. 

sobota, 11 października 2008, bekspejs

Polecane wpisy

  • Witamy Braka Banana

    Dużo pracy, dużo zajęć, nerwy i nerwicowe bóle żołądka. Tyle u mnie. Na rozweselenie wstawiam pytanie, jakie dostałem od J, kolegę i jednego z czytelników bloga

  • 30 rocznica baloniarstwa

    Śliczne zdjęcie przesłała mi niedawno J. Chciałem się podzielić - popatrzcie:  

  • Brygada Kryzys

    Czy rozumiecie, dlaczego światowy rynek finansowy się chwieje? Tych dwóch panów Wam wyjaśni. A przy okazji na śmiesznie (choć całkowicie prawdziwie) obnaży, na

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
statystyka