Chodzi o to, by język drętwy powiedział wszystko, co pomyśli głowa.
Blog > Komentarze do wpisu
Lejdis: kupa z masłem i ziemniakami
Subiektywne odkrycie ostatnich dni: nie tylko tekst piosenki się liczy, nie tylko charyzma wokalisty i moja do niego sympatia! Przekonałem się o tym, słuchając kilku płyt VooVoo (dzięki Ć!). Ku mojemu zdumieni z największą przyjemnością słuchałem płyty „Męska muzyka”, gdzie WW występuje ze wsparciem swoich latorośli. Niby stare dobre VooVoo z bonusem (nie brakowało płyt ze wsparciem wokalistek czy rodziny Peszków). Ale akurat tu warstwa muzyczna jest jakby najbardziej dopieszczona, najgłębsza, najlepiej uzupełniająca wokale, najmniej surowa. Oczywiście nie wszystkie kawałki mi się podobają, ale wszędzie tam, gdzie śpiewa Wojciech, a muzyka leje się do uszu bez napierania, „Męska muzyka” kładzie na łopatki poprzednie pięć, sześć płyt, jakie mogłem odsłuchać dla porównania.

Po napisaniu ostatniego tekstu do kolejnego numeru mojego miesięcznika, zamiast śpieszyć się z pisaniem o reinkarnacji, postanowiłem dać sobie troszeczkę luzu. I obejrzałem w towarzystwie mojej ukochanej dwie polskie dość świeże komedie. W kolejności achronologicznej. Najpierw „Lejdis”, potem „Testosteron” – filmy zrobione przez podobne ekipy reżysera i aktorów. Cóż, po raz 155. okazało się, że druga produkcja nie dorasta do pięt tej pierwszej chronologicznie. W „T” panowie w wielu scenach ewidentnie improwizują, a przy tym widać, że bawią się grą, czują scenariusz lub wzbogacają go po swojemu. Zapomina się, że to jest to Szyc, to Adamczyk, a to Karolak, tylko szybko widzimy już tylko postacie, jakie kreowali (Stuhr wypadł niestety gorzej). Co więcej, film chwilami żartuje sobie z innych produkcji aktorów (tak z roli papieża, jak i chałtur serialowych), ale bez nachalności, ot tak, mimochodem. Generalnie, poza kilkoma bełkotliwymi wypowiedziami, których w zasadzie nie da się usłyszeć i zrozumieć (tak nigdy nie powinno być w filmie za wyjątkiem sytuacji, gdy aktor ma wydać z siebie po prostu niezrozumiały bełkot, a nie np. uczestniczyć w dialogu lub coś pointować, jak to miało miejsce na „T”!!!), nie mam większych technicznych i scenariuszowych zastrzeżeń. Ogląda się to miło, generalnie jest sporo scenariuszowych zaskoczeń, czyli film nie jest do bólu przewidywalny, co jest typowe w większości polskich produkcji. Generalnie film oceniam jako naprawdę fajną rzecz – w dodatku gotową do eksportu, bo uniwersalną i zabawną bez ewidentnego kodu polskiej kultury.

Dla porównania „Lejdis” to kupa. Z przykrością stwierdzam, ale panie wypadły słabiutko. Wielokrotnie miałem wrażenie deklamacji w teatrzyku szkolnym. Wrażenie było pogłębione kilkoma sytuacjami, w których pojawiają się dzieciaki, które w polskim filmie i telewizji generalnie tylko deklamują albo się wygłupiają, jak Olszówka. A to nie jest jedyna opcja – weźcie np. Dakotę Fanning. Panie ewidentnie nie czuły scenariusza, ale trzymały się go, nie odstępując na krok. Bardzo słabo to wyszło – naprawdę fajne linie dialogu padają tak nieautentycznie, że smutek mnie ogarniał. A to przecież komedia.
Poza tym w odróżnieniu od „T”, który jest poszarpany z natury, nie ma wyraźnego początku – coś się stało, ale nie wiemy co i składamy opowieść do kupy – w „L” niby jest ładny układ jednego roku z życia pań, ale jakoś to się rwie, traci tempo, nie tworzy spójnej całości. Są ładne scenki, jak ta, w której lafirynda rzuca miłość swojego życia (bo kobiety muszą być nieszczęśliwe – gdy szczęście jest blisko, to uciekają, co skądinąd jest dość prawdziwą obserwacją scenarzysty). I nie wiem, skąd te zachwyty nad Różczką, dla mnie poza ładną buzią niewiele w tym filmie pokazała, wypadła gorzej niż koleżanki.
Końcówka filmu, co w polskim kinie dość rzadkie, okazuje się zjadliwsza niż początek i środek. To jednak nie zmienia faktu, że przez 2/3 czasu oglądania musiałem wykrzykiwać „to się kupy nie trzyma”, „nie kupuję tego”, „dlaczego one to robią, skoro wcześniej...” itd. Więc niestety: kupa z masłem i ziemniakami. Czyli są atrakcyjne i smaczne szczegóły, ale całość do niczego.
czwartek, 18 września 2008, bekspejs

Polecane wpisy

  • Witamy Braka Banana

    Dużo pracy, dużo zajęć, nerwy i nerwicowe bóle żołądka. Tyle u mnie. Na rozweselenie wstawiam pytanie, jakie dostałem od J, kolegę i jednego z czytelników bloga

  • 30 rocznica baloniarstwa

    Śliczne zdjęcie przesłała mi niedawno J. Chciałem się podzielić - popatrzcie:  

  • Brygada Kryzys

    Czy rozumiecie, dlaczego światowy rynek finansowy się chwieje? Tych dwóch panów Wam wyjaśni. A przy okazji na śmiesznie (choć całkowicie prawdziwie) obnaży, na

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Zabcia!, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/03/09 18:49:24
Gówno się znasz na filmach skoro Lejdis Ci się nie podobało Palancie!!! xDD
-
Gość: mimi, *.acn.waw.pl
2010/02/20 08:19:10
właśnie, ze się zna, bo lejdis mu się nie podobało. nie zna się dlatego, że mu się testosteron podobał...
statystyka